Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 28 maja 2012

Impreza muzyczna na ulicach Tbilisi

19.05 w Tbilisi miało miejsce bardzo fajne wydarzenie. zorganizowano uliczne święto muzyki. Zagrać mógł każdy, kto czuł w sercu nutę, którą chciałby się podzielić z innymi. Zgłoszenia można było nadsyłać internetowo, bądź zgłaszać się w dniu koncertu do wolontariuszy stojących na ulicy Rustaveli, niedaleko słynnego "McDonalda". Ideę tego ulicznego święta zapoczątkował litewski muzyk Andrius Mamontovas. W zeszłym roku odbyło się ono na Litwie i na Białorusi, w tym- w Gruzji. Charakterem przypominało mi trochę toruńskie " Święto Muzyki". Począwszy od ulicy Rustavelego, do Placu Wolności rozmieszczeni byli soliści bądź grupy, które chciały coś zagrać, bądź zagrać i zaśpiewać. Dominował rock, nie zabrakło też bębnów, muzyki klasycznej oraz bardziej tradycyjnej gruzińskiej. Mi najbardziej podobali się jednak kolesie wyrwani jakby z lat 70-tych, grający psychodelicznego hippie-rocka :) oraz młodzieniaszek o głosie Eddiego Veddera :). Impreza trwała jakieś 6 godzin i zebrała sporą publiczność. Nawet nie wiedziałam, że w Tbilisi jest tak dużo kinder metali :). Na co dzień chyba rzadko można ich ujrzeć. Co prawda nie mieszkam w stolicy, ale ile razy bym tam nie była, nie było mi dane natknąć się na ani jednego osobnika metalopodobnego :). A tu proszę! Nawet wielgachne naszywki na plecakach mieli- Iron Maiden czy AC/DC :). Być może akurat naszyte w dniu koncertu. Jeśli chodzi o osoby w czerni, to ich w Gruzji nie brakuje- starsze kobiety z reguły przywdziewają taki strój. Nie wiem na ile tylko łączy się to z ich wiekiem i powagą, a na ile z żałobą. Gdyby trzymać się drugiej wersji, babcie z reguły mają kogoś, kogo przyszło im pochować. Kobieta, z którą mieszkam pod koniec lat 90-tych pochowała syna. Jak część mężczyzn w Gruzji miał ponoć problemy z alkoholem i jak powiedziała mi jej synowa, zapił się na śmierć. Ostatnio babcia zaczęła mnie wypytywać czemu chodzę w ciemnych kolorach, skoro taka młoda jestem? Przecież ja nie muszę, nikt mi nie umarł, no chyba że się wybieram do teatru. Zdziwiła się, gdy powiedziałam jej, że po prostu lubię :).

Moją misją podczas imprezy było reprezentowanie "Salto". Jest to NGO, będące m.in. podporą EVS-u i innych młodzieżowych projektów "europejskich". Nasz oddział "Salto" obejmuje swym zasięgiem Europę Południowo-Wschodnią i Zakaukazie (  Gruzja, Armenia, Azerbejdżan). Tak więc odpowiadałam wraz z kilkoma innymi osobami za część propagandową. Miałam ładnie wyglądać, ładnie się uśmiechać, rozdawać ulotki i udzielać informacji zainteresowanym. Mimo wadliwości niektórych EVS- ów, o czym już wcześniej wspominałam, jest to niewątpliwie dobra okazja żeby gdzieś wyjechać, pomieszkać, nauczyć się języka, a może i zdobyć doświadczenie...lub wiele różnych doświadczeń, będących nauczką na przyszłość.
Tutaj znajdziecie link do strony o imprezie: http://streetmusic.ge/index.php/en/partners.html
Poniżej dorzucam trochę zdjęć obrazujących jak to wszystko wyglądało. Niestety-mój aparat kaprysi ostatnio, więc zdjęcia są po raz kolejny robione komórką.

























2 komentarze:

  1. Eddie >>VADER<< ziąą... pliz. Vedder. Eddie Vedder.

    OdpowiedzUsuń