Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą relacje damsko-męskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą relacje damsko-męskie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 czerwca 2012

gruziński skandal obyczajowy


W miniony weekend zaliczyłam swój pierwszy skandal obyczajowy. Staram dostosowywać się do nowych sytuacji i pewnych wymogów, jednak żyjąc przez lata w innej kulturze, może nienależącej do najbardziej liberalnych, lecz względnie otwartej, popełniłam faux pax. Zaistniała sytuacja naprawdę mnie rozsierdziła, tym bardziej że starsza kobieta, z którą mieszkam nie określiła swoich oczekiwań w stosunku do mnie. Teraz, jednak gdy emocje nieco opadły, wiem, że nie pozostałam w tym przypadku bez winy.

W piątek odwiedził mnie kolega z Polski, który w Gruzji uczy angielskiego. Nie chciałam robić problemu i tłumaczyć się nikomu, więc poprosiłam znajomą Gruzinkę o to, by kolega mógł spać u niej dwie noce. Znajoma chętnie na to przystała. W dzień zaprosiłam kolegę do siebie, aby pokazać mu swoje nowe mieszkanie. Dodam, że kobieta, u której moja organizacja wynajmuje pokój, całe dnie praktycznie przebywa w domu swojego syna. Mimo to, o prywatność nie jest wcale tak łatwo. Pod nieobecność moją i współlokatora z Litwy, odwiedza nasze pokoje, robi własne porządki, zmienia zasłony i firanki, czasami nawet wchodzi do łazienki, gdy biorę prysznic, gdyż przypomina sobie, że miała zrobić pranie :). Cóż, wiem, że kobieta jest stara, Gruzini mają także inne podejście do prywatności. Często nie rozumieją tej potrzeby u obcokrajowców. Młodsi są z reguły bardziej taktowni, wyczuwają te niuanse i co niektórzy przyznają, że czasami też by chcieli mieć trochę więcej swobody i np. marzy im się mieszkanie samemu, lecz rodzice im na to nie pozwalają. Uważają, że rodzina, tutaj szeroko pojęta, powinna mieszkać wspólnie, że rodzinie należy pomagać. Jeśli np. ciotka nie ma pieniędzy na lekarza, należy te pieniądze jej dać. Jeśli wuj nie pracuje, należy go utrzymać. Jeśli masz internet, wszyscy będą z niego korzystać. Część twoich rzeczy jest wspólna i oczywiste jest, że się nimi podzielisz.

Skandal wyniknął z kilku rzeczy. Pierwszego dnia, gdy wychodziliśmy z mieszkania, natknęliśmy się na właścicielkę. Kolega ładnie przedstawił się, przywitał z kobietą i wyszliśmy na zewnątrz. Następnego dnia zaszedł po mnie, gdyż mieliśmy razem jechać nad morze, do pobliskiej Anaklii. Nasze wspólne wyjście nie umknęło uwadze sąsiadów. Na miejscu spotkaliśmy znajomych Gruzinów, którzy zabrali nas na zakrapianą alkoholem suprę. Po kilku kieliszkach czaczy kolega zaczął się trochę chwiać. Postanowiłam więc trochę go ocucić, doprowadzić do „stanu użyteczności” i odstawić do koleżanki. Zanim wyszliśmy z domu, zostałam wezwana do pokoju kobiety. Na dole siedziało całe zgromadzenie. Sąsiadka, właścicielka, moja mentorka i współlokator.

Dowiedziałam się, że właścicielka nie wie kim jest mój znajomy, a panicznie boi się kradzieży, gdyż w latach 90-tych dwa razy okradziono ten dom. (Poza starym telewizorem, w domu nie ma nic wartościowego. Mimo to właścicielka przychodzi codziennie tam spać i czuwa do 4:00. Połowa domu jest zamknięta na 4 spusty. Wchodzimy przez boczne drzwi. Gdy jesteśmy w środku, nawet w dzień, musimy zamykać drzwi na klucz. Zamek został wymieniony już trzeci raz, a mieszkam tam nieco ponad miesiąc (!). W nocy babcia rygluje drzwi. W oknach - nawet tych na pierwszym piętrze są...kraty. Rozmawiałam z innymi znajomymi Gruzinami. Uważają takie zachowanie za przesadne, gdyż oni z kolei mają przeważnie przez cały dzień otwarte drzwi i są gotowi na przyjmowanie gości).
Tłumaczenie, że kolegę znam od dziecka nie pomogło, gdyż ona go nie zna i mu nie ufa.
Druga rzecz-sąsiedzi widzieli nas w dzień razem, więc zaczęli pytać kim jest dla mnie „ten mężczyzna”.
Po trzecie - przebywaliśmy razem w pokoju (w dzień), co w mniemaniu jeszcze wielu Gruzinów oznacza seks. (Co ciekawe, gdybym przebywała w pokoju z grupą kolegów, nie byłoby to źle odebrane. Widocznie możliwość seksu grupowego nie jest brana pod uwagę :)).
Gdy zgłosiłam chęć przeprowadzki, moja mentorka powiedziała, że co do strony stricte obyczajowej, podobne problemy mogę napotkać w większości gruzińskich domów. Mieszkańcy wsi różnią się nieco od mieszkańców miast. Jednak Zugdidi ze swoim położeniem w dość tradycyjnym regionie oraz z dużą ilością uchodźców jest postrzegane jako raczej konserwatywne miejsce. „Musisz zrozumieć, to nie Tbilisi”, mówiła. Ona mieszkała z rodziną, która uważa się za otwartą i nowoczesną. I rzeczywiście tak było. Jednak, gdy moja mentorka zaczęła chodzić ze znajomym Gruzinem, jej gospodyni dopiero po trzech miesiącach pozwoliła przebywać im samym w jej pokoju, w dzień. Wcześniej mógł ją odwiedzać, lecz mogli przesiadywać tylko w kuchni lub tam, gdzie będą widoczni. Znajoma Gruzinka, wraz z jej mamą zaprzeczały, jakoby było to normą. Uważały, że skoro płacę, powinnam mieć więcej prywatności. Może takie przekonanie narosło w nich dlatego, że same często przyjmują ludzi z Couch Surfing (międzynarodowa wymiana gościnności) i stykają się różnymi punktami widzenia. Przez pół roku mieszkała np. u nich dziewczyna ze Szwecji, dzięki której znajoma rozpoczęła internetowy kurs wiedzy o prawach człowieka i związała się z organizacją pomagającą uchodźcom.
Już wcześniej słyszałam o tym, że nie jest dobrze widziane zapraszać do swojego pokoju chłopaka. Lecz w praktyce nie wzięłam tego pod uwagę, gdyż on nie jest moim chłopakiem... a ja nie jestem Gruzinką.

Żeby uniknąć następnej gafy, ostrzeżono mnie, żebym mówiła, że odwiedzi mnie brat, kuzyn, etc., (nawet jeśli to ma być pół godziny), gdyż rodzina jest tu zupełnie inaczej postrzegana. Wtedy z pewnością znajdzie się dla niego bez problemu nocleg, a może nawet ktoś chętnie zaprosi go na suprę.
Bałam się jak w takim razie będzie wyglądać wizyta mojego chłopaka, który chce przyjechać do mnie w wakacje. Uspokojono mnie, że skoro babcia wyraziła zgodę, by mnie odwiedził, to znaczy, że przyjęła do wiadomości, że przyjeżdża do mnie „przyszły mąż” i taką wersję przedstawi sąsiadom.
Ciekawe jak postrzegany byłby „przyszły mąż”, gdybym jednak była Gruzinką :) ?

niedziela, 29 kwietnia 2012

sex po gruzińsku

Po niemal dwóch miesiącach spędzonych w Gruzji, zaczynam coraz bardziej odkrywać ciemną stronę gruzińskiej rzeczywistości. Już wcześniej zdawałam sobie sprawę z tego, że o wielu rzeczach się nie mówi, gdyż nie pozwala na to społeczne tabu. (A już na pewno nie dowiecie się tego z Lonely Planet.) Jedną z rzeczy wywołującą w Gruzji wiele emocji jest podejście do seksu i spraw z nim związanych.

Preferowaną kandydatką na żonę w Gruzji jest, jak w większości znanych mi kultur, dziewica. Gruziński mąż z kolei niewinność traci przeważnie przed ślubem. Korzystanie z usług prostytutek nie należy tu do rzadkości. Często mężczyzna nie mogąc doczekać się pierwszego razu z wybranką serca, lub przyszłą wybranką, idzie do prostytutki. Podejrzewam, że przyznanie się w Polsce do tego, że w wieku 15-tu lat uprawiało się seks z prostytutką i ojciec jeszcze za to zapłacił, zostałoby pewnie odebrane jako patologia. Tutaj może być to powodem do dumy. Kolega, który uczy angielskiego w jednej wsi niedaleko miasta Khobi, opowiadał o tym, że jego uczniowie niejednokrotnie pytali go o ceny alkoholu, papierosów i prostytutek w Polsce. Gdy odpowiadał im, że nigdy nie korzystał z ich usług, gdyż nie było mu to potrzebne, wzbudzał sensację. Tłumaczył im wtedy, że u nas instytucja chłopaka-dziewczyny jest normą.( w Gruzji staje się to coraz bardziej popularne, zwłaszcza w stolicy.Jednak często jeszcze rodzice bojąc się o to, że ich córka mogłaby uprawiać seks przed ślubem, skłaniają ją wówczas do małżeństwa z chłopakiem.  Kiedyś czytałam raport "Durexa", z którego wynikało, że polska kobieta ma w życiu przeciętnie 4 partnerów seksualnych. Przeciętna Gruzinka ma z reguły tylko jednego-męża. Małżeństwo 13-latki i 19-latka, o którym słyszałam niedawno, wcale nie należą do rzadkości. Gruzini są bardzo religijnym narodem i dla nich największą, a może i jedyną wartość ma ślub kościelny. U nas te sprawy są uregulowane prawnie. W Gruzji istnieje większa dowolność.)

 Pomijając instytucję chłopaka-dziewczyny, kolega opowiedział swoim studentom o tzw. "one night-stand", czyli prościej mówiąc spędzaniu nocy z fajną dziewczyną poznaną na dyskotece. Gdy to usłyszeli, stwierdzili chóralnie, że jadą do Polski :).Oczywiście nie twierdzę, że należy propagować jednorazowe kontakty seksualne. Pragnę tylko na tych kilku, prostych przykładach zarysować skalę różnic między podejściem do seksu w naszym kraju i w Gruzji.

O ile chłopcy beztrosko się bawią, przenosząc niejednokrotnie choroby weneryczne, o czym mówią choćby raporty Peace Corp, dziewczęta takiej dowolności nie mają i spotkanie 30-letniej dziewicy, która czeka na właściwego męża, bądź 14-latki, która w ukryciu przed rodzicami współżyje ze swoim chłopakiem, o którym ci z reguły nie wiedzą, nie należy do rzadkości.( W tradycyjnych gruzińskich domach, a takich choćby w połowie, wcale nie tak mało, nie wypada zamykać się ze swoim chłopakiem w pokoju, nawet choćby celem zwykłej rozmowy.)

Inną kwestią jest wiedza, (a raczej jej brak) dotycząca antykoncepcji. Mówienie młodzieży o antykoncepcji może zostać odebrane przez starsze pokolenie jako zachęcanie jej do seksu. Oczywiście, jak już wspomniałam, tajemnicą Poliszynela jest fakt, że wielu chłopców jest aktywnych seksualnie i istnieje na to społeczne przyzwolenie. I póki społeczeństwo będzie utrzymywało, że problem nie istnieje, dopóty mężczyźni będą zarażać swoje przyszłe żony chorobami przyniesionymi z domów publicznych.

Według raportów Peace Corp, gruzińskie kobiety bardzo rzadko chodzą do ginekologa. Czasami ich pierwsza wizyta związana jest z ciążą, lub co gorsza z porodem. Dalej istnieje mit, podtrzymywany zwłaszcza w wiejskich społecznościach, że skoro kobieta czuje sie zdrowa, to znaczy, że tak jest. Na wszelkie kobiece dolegliwości pomogą leki z "bożej apteki"-( znajoma, Martyna, dwa lata temu pracowała w organizacji "Woman's help" w miasteczku Akhalcihe i opowiadała o przypadku, gdy nawet w obliczu AIDS ludzie polegali na lekach babuni.). Jak wynika z badań, Gruzja przoduje w liczbie zachorowań na raka piersi wśród byłych republik ZSRR.

Spoglądając tym razem krytycznym okiem na Gruzję, mam wrażenie, że w Polsce 15-20 lat temu można było czasem znaleźć podobne przekonania dotyczące zdrowia. Wielu ludzi myślało np., że AIDS można się zarazić poprzez podanie ręki. Myślę, że nie na darmo TVP1 wprowadziła do telenoweli "Klan" postać Daniela, chorego na AIDS. Być może, gdy w gruzińskich programach zaczną być stopniowo poruszane problemy związane ze zdrowiem i seksem, więcej ludzi, zwłaszcza na peryferiach zacznie je dostrzegać.

Co ciekawe, żyjąc w Zugdidi, mieście średniej wielkości jak na gruzińskie warunki, nie jestem w stanie zauważyć zdecydowanej większości tych rzeczy. Moi znajomi z organizacji są przeważnie ludźmi wykształconymi, otwartymi. Tutaj czuję się bezpiecznie. Jednak, gdy zaczęłam wypytywać o niektóre rzeczy, psycholożkę z "Atinati", Makę, przyznała ona, że rzeczywiście problemy te istnieją.. Maka zajmuje się głównie przemocą domową. Chciałaby pomóc mi również w projekcie promującym walkę z kobiecymi chorobami i- jeśli to możliwe-poszerzaniem wiedzy o antykoncepcji, ale też musi się zastanowić, które aspekty lepiej na razie pominąć, by nie zrazić kobiet.