Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polityka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polityka. Pokaż wszystkie posty

środa, 16 stycznia 2013

Gruzińscy geje agentami

Wspominałam już kiedyś na swoim blogu o pierwszej w Gruzji  "Paradzie Równości", która odbyła się w kwietniu 2012. Jak można było przewidzieć, została ona rozpędzona i ostro skrytykowana przez Cerkiew. Bycie osobą innej orientacji w Gruzji łatwe nie jest. 

     Okazuje się, że władze dopuściły się kolejnego aktu łamania praw człowieka. Ostatnim razem chodziło o torturowanie więźniów w jednym z tbiliskich więzień. Teraz wyszło na jaw, że były szef żandarmerii wojskowej, Megis Kardawa wraz z ludźmi związanymi z poprzednim "reżimem", zmuszał do współpracy z gruzińskim wywiadem osoby homoseksualne. 

Najpierw gromadzono informacje na ich temat, następnie pod groźbą ujawnienia ich orientacji, kazano spotykać się z wysokimi urzędnikami podejrzewanymi o takie same skłonności. Spotkania, na których dochodziło również do intymnych kontaktów, rejestrowano, szantażując później wplątanych w nie urzędników. Trzech żandarmów, którym postawiono zarzuty w związku z tą sprawą, zostało wypuszczonych za kaucją.

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Szczerbata Gruzja

Wczoraj wpadł mi do ręki stary numer gazety "Forum". A w nim? Gruzja, a dokładniej tłumaczenie notki z gazety "Georgia Times", o tym jak to Saakaszwili próbował wprowadzić reformy dentystyczno-protetyczne. Jako hojny i odpowiedzialny polityk, tuż przed wyborami parlamentarnymi obiecał zrefundować najbiedniejszym obywatelom protezy. Akcja nosiła nazwę "Uśmiechnięta Gruzja". W wielu wsiach i niektórych miastach zjawili się specjaliści, którzy wzięli się dziarsko do roboty. Jednej kobiecie wyrwano aż 15 zepsutych zębów i kazano przyjść na następną wizytę 4.10, czyli tuż po wyborach. Niestety partia prezydencka przegrała, specjaliści wyjechali, a szczerbaci Gruzini, próbujący dochodzić swoich praw, usłyszeli, że skoro wybrali opozycję nic się już im nie należy....

czwartek, 4 października 2012

Polityki ciąg dalszy........

Jednak cisza nie trwała długo...Nie, nie było protestów. Był za to wiec poparcia dla deputowanego Georgian Dream z Zugdidi, Iraklego Alasanii. 

Ludzie bardzo entuzjastycznie przywitali polityka. Wszędzie było słychać klaksony, muzykę z samochodów, wesołe okrzyki powtarzające za hasłami płynącymi z partyjnego wozu: "Sa- kart- we- lo!".


A oto mała próbka tego, co działo się w Zugdidi. Wybaczcie jakość zdjęć, ale telefon, który kupiłam z kartą BEELine kosztował zaledwie 60 zł i to cud, że w ogóle ma aparat. :)



Skrzyzowanie ulic Rustaveli i Kostava w Zugdidi
Na partyjnym samochodzie widnieje twarz Iraklego Alasanii



środa, 3 października 2012

Jest wygrana

Koalicja Georgian Dream wygrała. 

Wbrew temu, czego ludzie się obawiali, Misza ukorzył się i zamieszek nie było. Nie znaczy to, że potem nie będzie bruździł. Przy jego autorytarnym apetycie na władzę trudno uwierzyć, że naprawdę zaakceptował przegraną. Ale jak powiedział wcześniej, wybory będą transparentne i demokratyczne, co potwierdzają międzynarodowi obserwatorzy.


    W poniedziałek, w dniu wyborów wyszłam sobie na spacer. Wszystkie sklepy zamknięte, na ulicach ludzi jak na lekarstwo, nawet fontanny nie pracowały. Po godzinie 18-tej, tuż po zamknięciu lokali wyborczych, życie powoli zaczęło się odradzać... 

Burzy nie było. I jakoś rozentuzjazmowanych tłumów z powodu ogłoszenia cząstkowych wyników też nie widziałam. Jednak przywdziewanie koszulki Georgian Dream wciąż jest na fali. Jedna trzecia populacji Zugdidi teraz tak się nosi. Młodzieżówka Otsneby, mimo że już wygrali jakieś dziesięć razy dziennie, przejeżdża przez miasto w samochodach, na oparciach okien, wyglądając przez szyberdachy, a nawet na dachach, wrzeszcząc klaksonami, ciesząc się i generalnie urządzając sobie super zabawę. Kto wie, może za miesiąc będą robić to samo, bo można zaszpanować, a to przecież takie fajne.

sobota, 22 września 2012

Ivanishvili w Zugdidi

Idąc dzisiaj do miasta, niespodziewanie znalazłam się na wiecu Ivanishvilego. Postanowiłam więc podejść nieco bliżej. Wokoło tłoczyło się pełno ludzi w rozdawanych z tej okazji koszulkach koalicji "Georgian Dream" (Kartulis Otsneba). 

Niektórzy wesoło machali błękitnymi flagami ruchu, inni się nawet w nie poowijali, robiąc coś na wzór peleryny Supermana. Nie zabrakło również flagi narodowej, która gdzieniegdzie jaśniała w tłumie. Widać było, że zdecydowana część ludzi dała się ponieść wydarzeniom. Stawali na dachach budynków, wchodzili na samochody, wdrapywali się na drzewa, a nawet zajęli "pięterko" pobliskiej fontanny. Ivaniszvili przemawiał z wysokiej platformy. 

Dla lepszej widoczności ustawiono także spory telebim, do którego udało mi się dopchać. Specjaliści od PR-u zrobili kawał świetnej roboty, gdyż trzeba przyznać, że przeciwnik prezydenta ma w sobie pewien osobisty urok i siłę oddziaływania na tłum. 

W jego wystąpieniu jak mantra przewijały się słowa "Sakartvelo" (Gruzja), "demokracja" i bez wątpienia jako straszak..."Saakaszvili". Gdy polityk zaczynał skandować jakieś hasło, za każdym razem znajdował naśladowców. Padło słowo "Sakartvelo", ludzie krzyczeli "Sakartvelo!!!". Padło słowo "Zugdidi", rozentuzjazmowany tłum chętnie powtarzał. Moja słaba znajomość gruzińskiego nie pozwoliła zrozumieć dokładnie przekazu płynącego ze sceny, jednak musiał on trafiać w gusta przyszłych wyborców, gdyż co jakiś czas padały gorące brawa.

Poniżej zamieszczam zdjęcie, zrobione moim koszmarnym aparatem w komórce. Nie, to nie toster, to rzeczywiście aparat. :)



W tle widać dwójkę ludzi na szczycie fontanny i jeszcze więcej na budynku

czwartek, 20 września 2012

Przedwyborcze protesty

Dwa dni temu w nocy w kilku gruzińskich miastach miały miejsce uliczne protesty. Punktem zapalnym był dokument, który wyemitowała gruzińska telewizja. Pokazywał on jak strażnicy z tbiliskiego więzienia "Głdani" znęcają się nad skazańcami. Jak zauważyła znajoma, wolontariuszka z Tbilisi, protesty były wymierzone również we władzę Saakaszwilego. Młodzi Gruzini chcą m.in. wolności mediów (według Reporterów bez Granic Gruzja zajmuje dopiero 104 miejsce pod tym względem.) i uniwersytetów, które są pod silnym wpływem władzy, żądają miejsc pracy oraz zmniejszenia korupcji. 

Niejednokrotnie międzynarodowi obserwatorzy zwracają uwagę na to, że rządy prezydenckie noszą znamiona autorytaryzmu. Pamiętam sytuację, gdy pojechałam do znajomych do Kutaisi i pytałam, czy wybierają się może na wiec Bidziny Ivaniszvilego.

Powiedzieli, że nie mogą, bo w kontrakcie TLG jest wyraźnie napisane, że wszelkie manifestacje polityczne w ich przypadku są zabronione.

 Manifestacje? Ależ tak. Często dochodziły mnie słuchy, że Gruzini, którzy poszli na spotkania organizowane przez tzw. Georgian Dream, koalicję stworzona przez multimiliardera, byli zwalniani z pracy.

Z kolei na wiece Saakaszwilego nierzadko pracownicy byli wysyłani przez dyrektorów. Kto by się tam nie stawił, mógłby mieć kłopoty. Tego lata prezydent odbył kilka wypadów helikopterem do różnych regionów Gruzji, by tam znaleźć poparcie wyborców. 

W zwykłej flanelowej koszuli, rezygnując z podestów przemawiał do ludzi jak "równy chłop". Raz poklepał po ramieniu lamentującą babcię, innym razem przytulił płacząca kobietę w średnim wieku. Uścisnął ręce dzieciom skandującym "Misza ! Misza!" i poleciał dalej szerzyć swoją ewangelię. 

Niewątpliwie obecny prezydent przyczynił się do pozytywnych zmian. Rozpoczął trwający do dziś proces odbudowy kraju po erze Szewardnadzego. Jednak wielu ludziom zdaje się nie odpowiadać już atmosfera sztucznie napędzanego strachu przed Rosją i obietnic bez pokrycia. Jak zauważyła moja znajoma, Gruzini chcą zmian jakichkolwiek, byle nie było więcej Saakaszwilego. Głównym przeciwnikiem Zjednoczonego Ruchu Narodowego, partii prezydenckiej w nadchodzących wyborach, jest ruch Ivaniszvilego. Miliarder dorobił się fortuny po upadku ZSRR. Sprzedał z zyskiem kilka wykupionych od państwa firm. Był także twórcą banku "Rosyjski Kredyt". Szybko odnalazł się na nowym rynku i dzisiaj jest najbogatszym Gruzinem na świecie, a jego majątek wynosi aż połowę PKB Gruzji.

W przeciwieństwie do prezydenta jest on zwolennikiem ugody z Rosją, jednak jak twierdzi, nieulegania jej, co zarzucają mu przeciwnicy, nazywając "ruskim agentem". Ivaniszvili znany jest z szerokiej działalności filantropijnej, czym zaskarbił sobie zaufanie niektórych wyborców. Jednak są i tacy, którzy nie ufają mu, "bo ma za dużo pieniędzy". Bidzina rzuca górnolotne hasła, zapowiadające poprawę życia obywateli, lepsze płace, itp. Jednak jak już wielokrotnie podkreślano, choć jest on dobrym demagogiem, jego blok nie ma konkretnego programu wyborczego. Do tej pory wydaje się, że głównym celem polityka jest "Gruzja bez Saakaszwilego".

Po masowych protestach w stolicy prezydent zapowiedział natychmiastowe zwolnienie funkcjonariuszy, którzy znęcali się nad więźniami, a także sprawiedliwe ich osądzenie. Niemniej jednak rząd zarzuca opozycji, że była to z pewnością prowokacja polityczna, wymierzona w prowadzącą w rankingach partię rządzącą. Według MSW jeden z więźniów powiązany z Ivanishvilim zapłacił rzekomo policjantom, żeby upozorowali sytuację znęcania się nad aresztowanymi i pozwolili ją sfilmować. Polityk zaprzecza tym doniesieniom, a gruzińskie NGO żądają, by prokurator generalny, minister sprawiedliwości i minister spraw wewnętrznych także zostali pociągnięci do odpowiedzialności.

Wchodząc dwie godziny temu do domu, widziałam w telewizji, jak prezydent rozdawał honory i mieszkania żołnierzom, walczącym w ostatniej wojnie w 2008 roku. Bunt, przede wszystkim młodych Gruzinów narasta. Jednak prezydent wie jak inwestować w swoich przyszłych wyborców. Kiedyś jeden pan w kiosku powiedział mi:

- "Wiesz, teraz jest dobrze. Były czasy, gdy strach było wyjść na ulicę, bo ludzie do siebie strzelali. Teraz jest dużo wojska i policji." 

Wojsko, policja i demokracja...



Fot. DAVID MDZINARISHVILI REUTERS

Napis na jednym z budynków w Zugdidi, fot. Ilona Sokołowska