Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tbilisi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tbilisi. Pokaż wszystkie posty

środa, 5 marca 2014

W obronie parku Vake

Mieszkańcy Tbilisi, a przynajmniej niewielka ich część dostrzegli niebezpieczeństwo wynikające z nadmiernej wycinki drzew. Stolica Gruzji jest ładnym, całkiem zielonym miastem z tradycjami. Planowana jest jednak wycinka drzew w parku Vake, gdzie mają prawdopodobnie stanąć wysokie budynki. 

W parku od jakiegoś czasu zbierają się aktywiści, "Zieloni Partyzanci" i organizują akcje mające przyciągnąć do parku mieszkańców i pokazać im, że to fajne miejsce, bez którego miasto będzie uboższe. Zgodnie z prawem, park nie może być zabudowany wysokimi budynkami, jeśli urząd miasta nie wyrazi na to zgody. 

Organizatorka akcji, Nata Pieradze zastanawia się na jakiej podstawie ta zgoda jest wydawana. Twierdzi, że nie ma nadziei na to, żeby odpowiednie organy tego prawa przestrzegały, dlatego "partyzanci- ogrodnicy", jak ich nazywa, zamierzają zostać w parku "do końca".

 Śpią w namiotach- nielegalnie, grają, śpiewają, tworzą, nocą sadzą drzewa i czekają. Ważne, że niezależnie od wyniku tej batalii z miastem, Gruzinów stać na nieposłuszeństwo obywatelskie właśnie w takiej sprawie.



Film ten znalazłam na  fejsbukowym profilu znajomego, Gegi Abuladze, który również się w nim pojawia. Postaram się śledzić przebieg akcji i zdać wam z niej relację. Niestety z Gegą raczej  o tym nie porozmawiam, gdyż nasza komunikacja ograniczała się głównie do pisma obrazkowego, gestów i tłumaczy. Ale może ktoś z jego znajomych odpowie mi na moje  pytania.

poniedziałek, 28 maja 2012

Impreza muzyczna na ulicach Tbilisi

19.05 w Tbilisi miało miejsce bardzo fajne wydarzenie. zorganizowano uliczne święto muzyki. Zagrać mógł każdy, kto czuł w sercu nutę, którą chciałby się podzielić z innymi. Zgłoszenia można było nadsyłać internetowo, bądź zgłaszać się w dniu koncertu do wolontariuszy stojących na ulicy Rustaveli, niedaleko słynnego "McDonalda". Ideę tego ulicznego święta zapoczątkował litewski muzyk Andrius Mamontovas. W zeszłym roku odbyło się ono na Litwie i na Białorusi, w tym- w Gruzji. 

Charakterem przypominało mi trochę toruńskie " Święto Muzyki". Począwszy od ulicy Rustavelego, do Placu Wolności rozmieszczeni byli soliści bądź grupy, które chciały coś zagrać, bądź zagrać i zaśpiewać. Dominował rock, nie zabrakło też bębnów, muzyki klasycznej oraz bardziej tradycyjnej gruzińskiej. Mi najbardziej podobali się jednak kolesie wyrwani jakby z lat 70-tych, grający psychodelicznego hippie-rocka :) oraz młodzieniaszek o głosie Eddiego Veddera :). Impreza trwała jakieś 6 godzin i zebrała sporą publiczność. Nawet nie wiedziałam, że w Tbilisi jest tak dużo kinder metali :). Na co dzień chyba rzadko można ich ujrzeć. Co prawda nie mieszkam w stolicy, ale ile razy bym tam nie była, nie było mi dane natknąć się na ani jednego osobnika metalopodobnego :). A tu proszę! Nawet wielgachne naszywki na plecakach mieli- Iron Maiden czy AC/DC :). Być może akurat naszyte w dniu koncertu. 

Jeśli chodzi o osoby w czerni, to ich w Gruzji nie brakuje - starsze kobiety z reguły przywdziewają taki strój. Nie wiem na ile tylko łączy się to z ich wiekiem i powagą, a na ile z żałobą. Gdyby trzymać się drugiej wersji, babcie z reguły mają kogoś, kogo przyszło im pochować. Kobieta, z którą mieszkam pod koniec lat 90-tych pochowała syna. Jak część mężczyzn w Gruzji miał ponoć problemy z alkoholem i jak powiedziała mi jej synowa, zapił się na śmierć. Ostatnio babcia zaczęła mnie wypytywać czemu chodzę w ciemnych kolorach, skoro taka młoda jestem? Przecież ja nie muszę, nikt mi nie umarł, no chyba że się wybieram do teatru. Zdziwiła się, gdy powiedziałam jej, że po prostu lubię :).

Moją misją podczas imprezy było reprezentowanie "Salto". Jest to NGO, będące m.in. podporą EVS-u i innych młodzieżowych projektów "europejskich". Nasz oddział "Salto" obejmuje swym zasięgiem Europę Południowo-Wschodnią i Zakaukazie (Gruzja, Armenia, Azerbejdżan). Tak więc odpowiadałam wraz z kilkoma innymi osobami za część propagandową. Miałam ładnie wyglądać, ładnie się uśmiechać, rozdawać ulotki i udzielać informacji zainteresowanym. Mimo wadliwości niektórych EVS- ów, o czym już wcześniej wspominałam, jest to niewątpliwie dobra okazja żeby gdzieś wyjechać, pomieszkać, nauczyć się języka, a może i zdobyć doświadczenie...lub wiele różnych doświadczeń, będących nauczką na przyszłość.

Tutaj znajdziecie link do strony o imprezie: http://streetmusic.ge/index.php/en/partners.html
Poniżej dorzucam trochę zdjęć obrazujących jak to wszystko wyglądało. Niestety-mój aparat kaprysi ostatnio, więc zdjęcia są po raz kolejny robione moją jiezawodną gruzińską komórką :).


























czwartek, 22 marca 2012

Tbilisi - nowe impresje i supra z Gruzinami

Współlokator z Litwy musiał jechać do lekarza do Tbilisi. Gdy tylko dowiedziałam się o jego zamiarze, postanowiłam się z nim zabrać. W tym miesiącu nie narzekam jeszcze na nadmiar wolontariackich obowiązków, a odpoczynek od Zugdidi dobrze mi zrobił. Po raz kolejny ożyły wspomnienia z pierwszej wizyty w Gruzji. Co ciekawe, przez ostatnie półtora roku sporo się zmieniło. Wiele się odnawia. Choć Gruzini, z którymi niejednokrotnie miałam przyjemność rozmawiać, mają ambiwalentny stosunek do swojego prezydenta, przyznają, że wkłada on wiele pracy w odnowę stolicy. Można to zauważyć np. na ulicy Mardanashvili, która zaczyna przypominać łódzką Piotrkowską. Zapuszczając się jednak w boczne uliczki dzielnic mieszkalnych, można przekonać się, że jeszcze wiele do naprawy. Niemniej jednak stolica pięknieje, dziur w drogach ubywa, a to z pewnością przyciąga turystów. Nie jest jednak tak różowo, gdy pozna się realia, w których przyszło żyć miejscowej ludności. W stolicy, owszem, łatwiej o pracę. Jednak zarobki pozostawiają wiele do życzenia. Jak twierdzą Gruzini, niektórzy zarabiają 100-120 lari miesięcznie, a poza niską ceną alkoholu, podróży i papierosów, panuje drożyzna. Jeden z tbiliskich artystów powiedział mi, że  zna dziewczyny, które z tego powodu się prostytuują, jednak społeczeństwo przymyka na to oczy, gdyż  życie z prostytucji jest wielkim poświęceniem, zważywszy jeszcze na fakt, że w Gruzji bardzo liczą się relacje rodzinne i z pewnością te dziewczyny nie pracują tylko same na siebie. On sam co miesiąc pomaga nie tylko rodzinie, ale również sąsiadowi. Dzieli się z nim podstawowymi artykułami. Artyści pod każdą szerokością geograficzną miewają ciężko. Jeśli uda im się sprzedać kilka obrazów, wypada tłusty miesiąc, jeśli nie, bywa krucho.

     Zmierzając w kierunku Alei Rustavelego, ujrzeliśmy szerokootwartą furtę na przydomowe podwórze. Na podwórzu, na jednej ze ścian budynku wisiał wizerunek towarzysza Lenia. Z reliktami przeszłości tego typu spotykałam się już na prowizorycznych, ulicznych targach w Tbilisi, gdzie ludzie sprzedają starocia. Można tam kupić medale, stare książki po gruzińsku i rosyjsku, rogi do picia wina- khanci ( kupiliśmy z Rajmundusem dwa, placąc lącznie 8 lari), piękną wazę, pamiątkowe monety, paszporty Związku Radzieckiego ;), a także popiersia, dzieła i portrety jego minionych bohaterów. Postanowiłam cyknąć fotkę okazałemu Leninowi do mojej kolekcji. Czułam się nieco nieswojo zaglądając tak bezczelnie na czyjeś podwórko, poprosilam więc o to Rajmundasa ;). Bezpardonowo wkroczył na placyk i cyknął fotkę. Tam kilku sympatycznych Gruzinów urządziło sobie ucztę, zakrapianą alkoholem. Okazało się, że ten Lenin celowo tam wisi, by wabić ludzi.(Nikt z zebranych nie darzył go szczególną sympatią.) Trafiliśmy na sympatycznych gruzińskich artystów i ich przyjaciół, na Leselidze 49. Tak bardzo spodobało nam się ich towarzystwo, że następnego dnia postanowiliśmy tam wrócić, wnosząc zakupione po drodze czerwone, gruzińskie wino. 

Turecka łaźnia na Banotubani, z której chętnie korzystali Dumas i Puszkin

Jedna z tbiliskich ulic


rzeka Mtkvari

Król Dawid Budowniczy. Wzmocnił państwo w XI wieku, Gruzini mają hopla na jego punkcie do dziś ;).

uliczny targ w Tbilisi
Tow. Lenin na ulicznym targu w Tbilisi ;).


Tow. Rajmundas i tow. Stalin, znaleziony na ulicznym targu.

tbiliscy artyści i ja

Pracownia artystyczna przy Leselidze 49

Tow. Lenin preferuje małe miarki. Gdy Rajmundas podkładał mu szklanicę, 10 razy gasł mi aparat...