Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Abchazja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Abchazja. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 sierpnia 2013

Lekturka

Książka Wojciecha Góreckiego to już trzecia i ostatnia część „tryptyku kaukaskiego”. Pierwsza z nich. „Planeta Kaukaz” traktowała o Kaukazie Północnym, druga, „Toast za przodków” przedstawiał 3 republiki Zakaukazia - Gruzję, Armenię i Azerbejdżan. 

Tym razem przyszła kolej na Abchazję, będącą łącznikiem między północą i południem tego regionu świata.

 Abchazja geograficznie i administracyjnie leży na Zakaukaziu, lecz kulturowo i językowo jest znacznie bliższa północnym sąsiadom. 

Górecki kreśli źródła konfliktu gruzińsko - abchaskiego, wplatając w to swoje osobiste notatki z okresu walk 1993 - 1994 roku. Pisze o początkach swojej fascynacji Kaukazem, kiedy to był świeżo upieczonym dziennikarzem. Jak sam twierdzi

Kaukaz wciąga, bo na małej powierzchni jest dużo wszystkiego. To dziesiątki narodów, języków, kultur i kultów (obok judaizmu, chrześcijaństwa w kilku obrządkach, islamu sunnickiego i szyickiego oraz buddyzmu, który wyznają Kałmucy). Można zgłębiać ten mikrokosmos latami – i życia nie starczy, żeby poznać go do końca. Równie nieokiełznany jest krajobraz. Góry z wiecznie ośnieżonymi pięciotysięcznikami oblewają dwa ciepłe morza, gaje palm i bambusów przechodzą po paruset kilometrach w stepy i półpustynie.(…) Ponieważ miejsca jest niewiele (a dodatkowo znaczną część powierzchni zajmują wysokie góry), relacje między narodami, klanami, wioskami, a nawet pojedynczymi ludźmi zawsze były tam gęste, intensywne, pełne napięcia – gorące albo lodowate, przyjacielskie albo wrogie i nienawistne. To świat skrajności, namiętnych emocji, górnego „ c”, świat bez półcieni i bez umiarkowanych temperatur . Świat nienawiści, sporów , konfliktów. i wojen, ale też wielkoduszności, szczodrości, serca na dłoni. Oraz straceńczej odwagi, ułańskiej fantazji i niedzisiejszej godności i dumy . Wreszcie mitów , które zastępują światopogląd, marzeń branych za rzeczywistość i historii, która dominuje nad współczesnością.
[Górecki Wojciech, Abchazja, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2013, s.38]


Może zabrzmi to banalnie, ale Kaukaz to region kontrastów. Z jednej strony wiele rzeczy może tam denerwować bądź zaskakiwać i pozytywnie i negatywnie. Z drugiej strony od tej mieszanki aż kręci się w głowie. 

Kaukaz uzależnia, a opowieść Góreckiego wciąga i inspiruje. To po „Toaście za przodków” wyjechałam do Gruzji na 9 miesięcy. Każdą ze wspomnianych lektur czyta się jednym tchem.

czwartek, 1 listopada 2012

O Abchazji raz jeszcze

"Gagma Napiri", czyli po polsku "Drugi brzeg" to film Giorgiego Ovashvili, który miał swoją premierę w 2009 roku. "Drugi brzeg" przedstawia społeczne skutki wojny gruzińsko -abchaskiej w latach 1992-1994. 

Jego głównym bohaterem jest 11-letni Tedo, który mieszka z matką na przedmieściach Tbilisi. Podobnie jak innych  uchodźców, życie go nie rozpieszcza. Musi szybko dorosnąć. Nie chodzi do szkoły. Zamiast tego łapie się różnych, nie zawsze legalnych zajęć, by dopomóc matce. Nie mogąc znieść myśli, że kobieta się prostytuuje, postanawia jechać do rodzinnego miasta Tkvarczeli w Abchazji i odnaleźć ojca. Ale czy mu się to uda?


Film jest utrzymany w powolnym klimacie. Nie znajdziecie tu wartkiej akcji, lecz dzieje jednego bohatera w przeciągu kilku dni. Tedo to wrażliwy, lecz introwertyczny chłopiec. Zatrzymując na nim uwagę, Ovashvili skłania nas do wczucia się w jego sytuację, zagłębienia w świat przeżyć i przekroczenia nieznanej granicy. 

Co ciekawe Tedo to prawdziwe imię młodego aktora. Zastanawiam się, czy cokolwiek
z opowiedzianej historii spotkało go w życiu prywatnym. A może przydarzyło się to komuś
z jego znajomych, bliskich?


Niewątpliwym walorem filmu jest ukazanie wielowymiarowości ludzkich postaw. Wbrew temu co znajomy chłopak opowiada Tedowi, Abchazi wcale nie piją gruzińskiej krwi i nie grają w piłkę ich czaszkami. Mimo powojennych uprzedzeń i obaw okazują się pomocni, serdeczni,
a nawet pamiętają gruziński. Z kolei nie każdy napotkany rodak, który ofiaruje swoją pomoc okazuje się być przyjacielem.


Kolejną zaletą jest świetna gruzińska muzyka tradycyjna, którą słychać na samym początku i w końcówce filmu. Dodaje ona obrazowi swoistego, lokalnego klimatu.


Pourywane, niedopowiedziane sceny mogą niektórych denerwować. Jednak ten brak dosłowności ma swoje zalety. Każe widzowi domyślać się reszty. Wydaje się, że to celowy zabieg reżysera.







Produkcja:          Gruzja, Kazachstan

reżyseria:
scenariusz:
w głównej roli:      Tedo Bekhauri




poniedziałek, 29 października 2012

Abchazja- Страна души


Więc gdzież ta Abchazja? Pasażerowie w przedziale
rozmawiali po gruzińsku i po rosyjsku.
Ale oto na malej stacyjce Gali – wsiadła niemłoda już para,
oboje z zawiniątkami. Rozłożyli
bagaż, rozsiedli się wygodnie i zaczęli
półgłosem rozmawiać. Bez trudu zorientowałem
się, że to nie gruziński; a więc rozmawiali po
abchasku. W tym momencie przypomniałem sobie,
że i napisy na stacyjce, na której wsiedli,
były już nie w dwóch, lecz w trzech językach.

(Edward Karłowicz, Palmy pod śniegiem, Warszawa 1985)


Gali - niegdyś niewielkie, urocze miasteczko, dziś zrujnowana osada. Wszędzie opuszczone, sypiące się budynki,zdewastowany kino-teatr i walające się w nim śmieci, nadgryziony zębem czasu stadion, na którym jeszcze okazjonalnie odbywają się mecze. Po wspomnianej stacyjce został zarośnięty peron, z którego powykręcano tory. 

Język gruziński słychać do dziś - Gali to największe skupisko Gruzinów w nowym parapaństwie. Tutaj stanowią oni zdecydowaną większość. Jednak napisów w ich języku na próżno szukać. W przestrzeni publicznej dominuje rosyjski. W miasteczku jest „magazin”, „naprawa obuwi” czy „salon krasoty”. Na kilku billboardach widnieją reklamy w dwóch językach- rosyjskim i abchaskim. Jeden z nich głosi z pewnością jakieś wzniosłe hasła, gdyż zdania kończą się wykrzyknikami, a w tle widnieje flaga Abchazji. Taka sama powiewa na wysokim słupie obok pomnika upamiętniającego bohaterów II wojny światowej. Po raz pierwszy została ona zatwierdzona w 1918 roku, jednak przez wiele lat nie mogła pełnić swojej funkcji, aż do roku 1992, czyli momentu ogłoszenia niepodległości. 

Siedem naprzemiennych zielonych i białych pasów na fladze oznacza współistnienie islamu- kolor zielony i chrześcijaństwa-biały. Prawa dłoń na czerwonym tle to symbol średniowiecznego państwa Abchazów-(VIII- X w.), a siedem gwiazd nad nią symbolizuje historyczne regiony kraju. Siódemka ponadto to magiczna liczba, występująca w lokalnych legendach. Sama nazwa kraju, w urzędowym języku -”Arespublika Apsny” bądź „Apsny”, oznacza „kraj duszy”, mieszkańcy narodowości abchaskiej to „Apsua”, zaś język to "apsszcza"- język duszy.

Znajomość abchaskiego deklarują mężczyźni spotkani na stacji marszrutek. Jednak w grupie posługują się rosyjskim. Nie każdy Abchaz zna swój ojczysty język. Często jego rolę spełnia już tylko rosyjski, choć abchaski znów nauczany jest w szkołach. Nie szkodzi to jednak, by czuć dumę z własnego kraju i pochodzenia.

„Musimy pamiętać kim jesteśmy. Jest nas tylko 120 tysięcy. Gdyby nas było chociaż o 2 mln więcej, wtedy Gruzja musiałaby się z nami liczyć. A tak Saakaszwili ciągle coś knuje.”- mówi jeden z pograniczników, który przysiadł się do naszego stolika, gdy popijałyśmy kawę z sympatycznym kierowcą. Za nim przyszli inni. Kurtuazyjne rozmowy o wszystkim i o niczym zbaczają w kierunku polityki i minionej wojny.

- „Ja wiem, że wśród Gruzinów jest wielu uchodźców. Wiem, że jest im trudno, że tutaj się urodzili. Ale dlaczego nie chcieli nas uznać? Dlaczego Gruzin, z którym wczoraj normalnie rozmawiałem, na drugi dzień kieruje lufę w moja stronę? Gdyby nas nie zaatakowali, moglibyśmy żyć teraz w pokoju.”- denerwuje się pogranicznik, a reszta mu przytakuje.

- „Czy tylko ci, którzy walczyli oraz ich rodziny nie mają dzisiaj możliwości powrotu?”- pytam

- „Tak. My wiemy kto walczył. Są spisy nazwisk.”

Zmieniamy temat. Atmosfera się rozluźnia. Po raz kolejny w ciągu trzydniowego pobytu w Gali jesteśmy pytane o to czy nie chciałybyśmy spróbować.....lokalnej marihuany. Tutaj jest ponoć najlepsza, ekologiczna.


Geneza niechęci



Historia Abchazji jest bardzo długa i nieco mglista. Historycy po obu stronach granicy próbują udowodnić, że to właśnie ich naród jako pierwszy zasiedlił sporne terytorium. Wiadomo, że na początku naszej ery teren dzisiejszej Abchazji zamieszkiwało kilka abchaskich plemion. Niewykluczone, że przywędrowały tam z Azji Mniejszej kilka tysięcy lat temu. Jednak jak we wszystkich tego typu teoriach nie można być niczego w 100% pewnym, a służą one zazwyczaj w politycznym rozgrywkom. W przeszłości na terenie współczesnej Abchazji znajdowały się m. in. greckie, następnie rzymskie kolonie. W VIII wieku wywalczyła ona swoją państwowość, by w X połączyć się z Gruzją. Inkorporacja trwała do XIII wieku, kiedy to Mongołowie najechali państwo gruzińskie. W XV wieku Abchazja popadła w zależność od Turcji, zaś w XIX- znalazła się pod panowaniem rosyjskim.

Długoletnia izolacja od sąsiedniej Gruzji, islamizacja znacznej części ludności, następnie zastąpienie jej Słowianami, a także podleganie obcym ośrodkom władzy sprawiły, że Abchazja straciła łączność z sąsiednim terytorium. Po ustanowieniu ZSRR, Abchazja weszła w jego skład jako samodzielna republika. Sytuacja zmieniła się w 1931 roku, kiedy dekretem Stalina połączono obie republiki. W ciągu następnych lat Abchazja była intensywnie poddawana kartwelizacji. 

Do początku lat 50-tych trwały prześladowania abchaskiej inteligencji, wywózki, represje, osadzanie Gruzinów, a zwłaszcza Megrelów na terenie Abchazji. Narzucono obowiązkową naukę gruzińskiego w szkołach, szkoły abchaskie pozamykano, wprowadzono gruziński alfabet w miejsce zmodyfikowanej cyrylicy, zmieniono nazwy topograficzne na gruzińskie. Ci, którzy nie zmienili nazwisk na gruzińskie mieli utrudnioną drogę do kariery zawodowej. 

O tym, że współżycie obu narodów odbiegało od ideału mogą świadczyć masowe antygruzińskie demonstracje, które miały miejsce w latach 1957, 1964, 1967, 1978, 1979. Kulminacyjnym momentem były rozruchy w 1989 roku, w których zginęło łącznie kilkanaście osób-zarówno Abchazów jak i Gruzinów. Przyczyną starć było otwarcie w Suchumi oddziału tbiliskiego uniwersytetu. W 1992 roku do Abchazji wkroczyła Gruzińska Gwardia Narodowa, co zapoczątkowało dwuletnią wojnę.

Gdy w roku 1985 Edward Karłowicz wydawał swoją książkę, w Abchazji żyło 525 tys. mieszkańców. Spośród nich Gruzini stanowili 38% ogółu, Rosjanie 18%, Ormianie - 14 %, zaś Abchazi-13%.

Dzisiaj proporcje się odwróciły, a całkowita liczba mieszkańców w 2003 roku wynosiła zaledwie 216 tysięcy. Niektórzy gruzińscy uchodźcy wojenni powrócili do domów. Część, podobnie jak Abchazi, wyjechała do Moskwy za chlebem, część wybrała życie w Gruzji rozpamiętując dawną ojczyznę. Zdecydowana większość jednak nie ma już możliwości powrotu.


Suchumi ( Аҟәа )


Droga do Suchumi- co jakiś czas wyrastają przed nami billboardy z hasłami propagującymi zwycięstwo oraz niezwyciężoność abchaskiej armii, która kończy w tym roku 20 lat. Po prawej stronie rozciągają się wysokie Góry Kodorskie. Ich szczyty pokryte są śniegiem, odbijającym październikowe słońce.

Wjeżdżamy do miasta. Robi bardzo przyjemne wrażenie. Rozłożyste palmy, pobielane budynki, „europejska” architektura. Po załatwieniu wszystkich formalności związanych z wizą zatrzymujemy się w hostelu. Nie jest ich wiele. Mieszkańcy wychodzą z założenia, że ktoś kto przyjeżdża z zagranicy ma wystarczająco dużo pieniędzy by zatrzymać się w hotelu. Za dobę płacimy „jedyne” 500 rubli ( 10 rubli- ok. 1 zł) i udajemy się na spacer.

Mieszkając w Gruzji niejednokrotnie słyszałam opinię, że Abchazja była jej najpiękniejszym zakątkiem, a Suchumi najładniejszym miastem. Osobiście bardziej odpowiada mi Tbilisi, choć i Suchumi ma swój urok. Liczy zaledwie nieco ponad 92 tysiące mieszkańców ( dane z 2004 roku), lecz jego początki sięgają VI w. p. n. e. 

To tu ścierały się wpływy greckie, rzymskie, gruzińskie, tureckie i rosyjskie. To tutaj też miały miejsce główne wydarzenia ostatniej wojny. Jej ślady widać gdzieniegdzie w ziejących pustką, zrujnowanych budynkach. Najokazalszym świadkiem bratobójczych walk jest parlament dawnej Socjalistycznej Autonomicznej Republiki Abchazji. 

Nasi nowi znajomi, określający siebie Gruzinami (jeden z nich jest Megrelem, drugi pół-Gruzinem, pół-Abchazem) powiedzieli nam, że został on spalony przez Abchazów. W jego centralnej części pozostały tylko odrapane ściany, żelbetowe stropy i betonowe schody, po których można udać się na wyższe piętra. Przez okna przybudówek widać wypalone wnętrza,które porasta bujna roślinność. Niedaleko znajduje się pomnik pamięci ofiar. Wokół niego widnieją tablice z nazwiskami zabitych oraz kilka kamieni nagrobnych.

Jednak Suchumi to również miejsce, które przyciąga rzesze turystów z zagranicy. Ciepły klimat, tropikalna roślinność i Morze Czarne są niewątpliwymi atutami stolicy. Przechodząc się po bulwarze widzimy jeszcze nielicznych plażowiczów. Andrea mówi, że w lipcu jest ich zatrzęsienie. Mi osobiście odpowiada obecny stan rzeczy. Nie lubię tłumów i mogę spokojnie napawać się urokiem tego miejsca. Po drodze mijają nas piękne, abchaskie kobiety. Większość z nich chodzi na bardzo wysokich obcasach, odziana w krótkie, podkreślające talię sukienki. 

Noszą luźno rozpuszczone włosy, na twarzach mają staranne makijaże. Od Gruzinek odróżniają je przede wszystkim niewielkie nosy. Mężczyźni natomiast są raczej wyższego wzrostu niż ich sąsiedzi zza południowej granicy. Wśród mieszkańców zdarzają się ludzie o niebieskich oczach i jasnych włosach. Może to być efekt wymieszania z genami rosyjskimi, megrelskimi, bądź spadek po starożytnej Kolchidzie, której Abchazja, podobnie jak i Megrelia była częścią. Etnicznie Abchazi spokrewnieni są z ludami Kaukazu Północnego, takimi jak Kabardowie czy Czerkiesi i jako jedyni należący do tej grupy żyją na Zakaukaziu.


Gagra (Гагра )



To ostatnie miejsce, które odwiedziłyśmy podczas naszego 6 - dniowego pobytu w Abchazji. Na trasie prowadzącej z Suchumi do miejsca docelowego rozciągają się przepiękne widoki. Z jednej strony granatowo-błękitne wody Morza Czarnego, z drugiej strony góry. Dookoła pełno zieleni. Lasy w tym kraju stanowią 55 % powierzchni. Mijamy Nowy Afon- niestety tym razem nie udało się tam zawitać. Miejscowość słynie z przepięknego monastyru, który miał być drugim Athos. Jednak wiem, że nie wszystko stracone. Po pierwszej wizycie w Abchazji będę czuła wystarczający niedosyt, by tam powrócić.

Wysiadamy w pobliżu ładnego, lecz nieczynnego już budynku dworca kolejowego. Nieuczęszczane tory porastają bujne chwasty, dookoła walają się śmieci i nieczystości. Po drugiej stronie pomnik jakiegoś komunistycznego gieroja, za nim piękna, czysta plaża. Temperatura przekracza 20 stopni. Żałuję, że nie wzięłam ze sobą stroju kąpielowego. Gagra ze względu na położenie jest ponoć najcieplejszym miejscem w kraju. Tutaj znajduje się też najstarsze uzdrowisko. 

Trzydzieści lat temu pewnie można było uznać to miejsce za nowoczesne. Mimo to jest ładnie,a rozrywek dla lubiących wakacje nad morzem, nie brakuje. Spacerujemy,mijamy kolejne billboardy o tematyce narodowej. Jeden z nich informuje nas, że to już „20 let oswobożdenia gagrskowo rajona”. Dalej znajdują się stoiska z pamiątkami. Kupuję sobie duży magnez złożony z puzzli z widokami kilku miejscowości. Na stoliku obok znajdują się dwa kartony podobnych pamiątek. Andrea kupuje jak oszalała. Wnet natrafiamy na magnez ukazujący Putina i Miedwiediewa na tle rosyjskiej flagi. Niestety to już ostatni egzemplarz.


Co Abchazi myślą o Rosji?



Z nielicznych rozmów wynika, że mają do niej raczej pozytywny stosunek. Trudno się dziwić. Mimo, iż kraj ten zawsze kierował się zasadą „dziel i rządź” i niejednokrotnie sam podsycał konflikty dla swoich korzyści, to jednak jest głównym rynkiem zbytu dla niewielkiej republiki, wielu Abchazów znalazło tam pracę, a co najważniejsze Rosja jako pierwsza uznała jej niepodległość. W jej ślad poszły państwa takie jak Nikaragua, Wenezuela, Vanuatu, Tuvalu i Nauru. Z powodu braku międzynarodowego uznania 90% obywateli zdecydowało się na przyjęcie obywatelstwa rosyjskiego, co z pewnością przyspieszy i tak postępującą rusyfikację. Być może to właśnie uznanie nowego państwa spowolniłoby ten proces i dało szansę rozwoju. W tej części świata dobrze mieć poprawne kontakty z Moskwą, lecz zawsze przyda się alternatywa.


Na granicy



Wyjeżdżamy. Po drugiej stronie czeka na nas Besik - znajomy z Zugdidi. Pogranicznicy oglądają nasze paszporty, po czym w okienku musimy oddać wizy. Jeden z nich pyta: 
- „Powiedzcie, podoba wam się u nas?”- na co potakująco kiwamy głowami.
-”To czemu nie chcecie nas uznać?” - Wzruszamy ramionami i wkraczamy na most na rzece Inguri.


źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/Abchazja

Gali. Zrujnowany kino- teatr, fot. Andrea Rusnakova


Gali, wnętrze kino-teatru, fot. Andrea Rusnakova


Gagra, nieczynny dworzec kolejowy, fot. Andrea Rusnakova


Gagra, "my pomnim, my gordimsia"  (Pamiętamy, jesteśmy dumni), fot. A. Rusnakova







Gali, fot. Andrea Rusnakova


Gali, fot. Andrea Rusnakova


Gali, fot. Andrea Rusnakova


plaża w Suchumi, fot. Andrea Rusnakova




Jeśli jesteście zainteresowani podróżą do Abchazji tutaj znajdziecie wskazówki co należy zrobić http://www.wizaserwis.pl/images/File/wymagania/ABCHAZJA.pdf

środa, 30 maja 2012

Nowe zadania - nowe perspektywy


Jakiś czas temu pisałam o braku odpowiednich zadań, które mogłabym wykonywać. Lekcje polskiego ostatecznie się skończyły. Idea, choć ambitna- upadła, gdy w pewnym momencie zorientowałam się, że moi uczniowie całkowicie sobie odpuścili przychodzenie na lekcje :(. Nie wiem gdzie tkwił mój błąd. Starałam się z całych sił, żeby było dobrze. Mam wrażenie, że zwyciężyła po prostu ich leniwa natura :). A pomyśleć, że początkowo pisały do mnie osoby nawet z Tbilisi, zainteresowane nauką języka. Niemniej jednak traktowałam to jako pracę dodatkową, poza robotą biurową i zabawami z dzieciakami. Mimo to ciągle chciałam zrobić coś pożytecznego dla lokalnej społeczności i dowiedzieć się nieco więcej o uchodźcach, którzy od dwudziestu nieraz lat zamieszkują stare przychodnie, walące się budynki nieczynnych szkół czy szpitali. Ich warunki mieszkalne przez cały okres od momentu, gdy opuścili pod przymusem swoje domy w Abchazji, często w ogóle się nie zmieniły. W taki oto sposób uchodźcami stały się również dzieci, które urodziły się w takich warunkach. Pomoc rządowa dla takich osób jest niewielka. Po pierwszej fali uchodźców z lat 90-tych (ok. 200 tys. osób), państwo zaczęło budować im baraki na wsiach oddalonych od centrów, gdzie problemy z prądem nie były rzadkością, brakowało sklepów, szkół, a szansa na znalezienie pracy była znikoma. Wtedy też ci, którzy nie godzili się na wykluczenie, wynikające z nowych warunków życiowych, zaczęli spontanicznie osiedlać się w starych pustostanach miast. 

Życie w sporych skupiskach, gdzie na kilka rodzin przypada niejednokrotnie jedna toaleta, słabe warunki sanitarne i techniczne budynków sprzyjają wielu chorobom. Często odpowiedzialnością za utrzymanie rodziny obarczone są wyłącznie kobiety. Bywa, że mężczyzna nie podejmuje żadnej pracy, stając się całkowicie pasywny popada w alkoholizm, co sprzyja domowej przemocy. Kobiety przestają troszczyć się o swoje zdrowie, stawiając wyżej dobrobyt bliskich.

 Należy dodać, że służba zdrowia w Gruzji została sprywatyzowana, więc mając do wyboru posłanie dziecka do lekarza, bądź osobistą wizytę, matki wybierają to pierwsze. Wśród kobiet zwłaszcza, istnieje duża dezinformacja odnośnie ich praw. Być może część winy ponosi za to silna, patriarchalna tradycja, stawiająca mężczyznę, zwłaszcza na wsi, wyżej od kobiety. Fundacja "Imedi", podobnie jak kilka innych działających czynnie w Zugdidi, próbuje dotrzeć do kobiet IDPs (Internal Displeaced Person). Współpracuje przy tym z prawnikami, psychologami, socjologami i lekarzami. Właśnie do tej organizacji trafiłam po tym, gdy w podobnej instytucji powiedziano mi, że nie szukają wolontariuszy. Lekko zrezygnowana przedstawiłam propozycje dodatkowych działań oraz pole, na którym czułabym się kompetentna. I tak udało nam się nawiązać współpracę. Uznano, że jako kobieta, która nie jest lekarzem mogę wydać się Gruzinkom bardziej...ludzka.

Już drugi raz asystowałam w spotkaniu pani doktor z kobietami z centrum dla uchodźców. Organizacji podlega 6 takich centrów w okolicy. Pierwszy raz byłyśmy w Zugdidi, (gdzie ogólna liczba uchodźców jest największa, gdyż miasto jest oddalone 12 km od granicy z Abchazją) następnie udałyśmy się do położonej na trasie do Abchazji wsi Rukhi. Niezależnie od wieku wiedza o zdrowiu reprodukcyjnym i antykoncepcji wśród kobiet nie jest zadowalająca. Po pierwsze z powodu mitów narosłych wokół seksu, po drugie z powodu wstydu, który wiąże się z przyznaniem się do intymnych problemów, takich nawet jak bolesne, dwutygodniowe miesiączki. 

Po wstępie pani doktor, "wygłosiłam swoje krótkie przemówienie", dotykające ogólnie meritum, poparłam je pewnymi życiowymi przykładami, powiedziałam, dlaczego ważna jest kontrola lekarska, wspomniałam m.in. o plusach antykoncepcji. Tutaj niestety najbardziej chyba znaną "metodą antykoncepcyjną" jest aborcja. Choć może to szokować, wg raportu Ministerstwa Zdrowia Gruzji na 2009 rok, nawet wśród dziewczyn w wieku 15-19 liczba aborcji wynosiła 1689, spośród ogólnej liczby ponad 24 tysięcy. 51% spośród 1000 kobiet twierdzi, że ich ostatnia ciąża była nieplanowana, z czego w większości przypadków zakończyła się przerwaniem. W wielu przypadkach chodzi o usuniętą  trzecią ciążę z rzędu. (Pani doktor wspomniała o tym, że zna osobę, która miała w życiu...32 aborcje). Nikt nie zastanawia się nad szkodliwością przerywania ciąży (uszkodzenie macicy, bezpłodność,itp.), lecz środki antykoncepcyjne są nierzadko uważane za szkodliwe...

Pani doktor powiedziała, że dla uchodźców są one za darmo, podobnie jak jedna wizyta u lekarza rocznie. Obiecała swoje wsparcie oraz dostarczenie większej ilości informacji o antykoncepcji, jak jej używać i jak dobierać. Według wspomnianego raportu tylko 8-10 % Gruzinek w wieku reprodukcyjnym się zabezpiecza. Nie wspominam tutaj o popularnej metodzie kalendarzykowej oraz jeszcze popularniejszej...przerywanej. Kobiety, które uczestniczą w spotkaniach organizowanych przez"Imedi" słuchają uważnie, zadają wiele pytań, są zainteresowane tematem. Miejmy nadzieję, że działalność tego typu organizacji znacząco przyczyni się do zwiększenia ich świadomości w zakresie zdrowia, swoich praw i możliwości.