Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gruzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gruzja. Pokaż wszystkie posty

środa, 5 marca 2014

W obronie parku Vake

Mieszkańcy Tbilisi, a przynajmniej niewielka ich część dostrzegli niebezpieczeństwo wynikające z nadmiernej wycinki drzew. Stolica Gruzji jest ładnym, całkiem zielonym miastem z tradycjami. Planowana jest jednak wycinka drzew w parku Vake, gdzie mają prawdopodobnie stanąć wysokie budynki. 

W parku od jakiegoś czasu zbierają się aktywiści, "Zieloni Partyzanci" i organizują akcje mające przyciągnąć do parku mieszkańców i pokazać im, że to fajne miejsce, bez którego miasto będzie uboższe. Zgodnie z prawem, park nie może być zabudowany wysokimi budynkami, jeśli urząd miasta nie wyrazi na to zgody. 

Organizatorka akcji, Nata Pieradze zastanawia się na jakiej podstawie ta zgoda jest wydawana. Twierdzi, że nie ma nadziei na to, żeby odpowiednie organy tego prawa przestrzegały, dlatego "partyzanci- ogrodnicy", jak ich nazywa, zamierzają zostać w parku "do końca".

 Śpią w namiotach- nielegalnie, grają, śpiewają, tworzą, nocą sadzą drzewa i czekają. Ważne, że niezależnie od wyniku tej batalii z miastem, Gruzinów stać na nieposłuszeństwo obywatelskie właśnie w takiej sprawie.



Film ten znalazłam na  fejsbukowym profilu znajomego, Gegi Abuladze, który również się w nim pojawia. Postaram się śledzić przebieg akcji i zdać wam z niej relację. Niestety z Gegą raczej  o tym nie porozmawiam, gdyż nasza komunikacja ograniczała się głównie do pisma obrazkowego, gestów i tłumaczy. Ale może ktoś z jego znajomych odpowie mi na moje  pytania.

piątek, 25 października 2013

gruziński akcent na "Zagreb Film Festival"

Dwa dni temu miałam okazję obejrzeć festiwalowy film gruziński, "In Bloom", który gorąco polecam.




Jest 1992 rok. Gruzja niedawno uzyskała niepodległość. W Abchazji trwa wojna domowa. Kryzys ekonomiczny i ciągłe braki w zaopatrzeniu to gruzińska codzienność. W tym samym czasie w Tbilisi mieszkają i dojrzewają dwie przyjaciółki, Natia i Eka. Dziewczyny co dzień mierzą się z problemami w szkole i w domu. W ich życiu pojawiają się pierwsze zauroczenia, przedwczesne małżeństwo jednej z bohaterek i głębokie rozczarowanie rzeczywistością. 

Film jest zdobywcą kilku nagród. M.in. "Srce Sarajeva" za najlepszy film i C.I.C.A.E w Berlinie. Na uwagę zasługuje sposób w jaki ukazano relacje damsko-męskie i rodzinne, a także potransformacyjną rzeczywistość kraju.

produkcja: Niemcy/Gruzja/Francja, 2013
w rolach głównych: Simone Gross, Nana Ekvtimishvili
czas trwania: 102 min.

piątek, 11 października 2013

"Most do Gruzji"

Moi drodzy!

 W Zagrzebiu nie mam szczęścia do pogody. Z rozrzewnieniem więc wspominam ciepło październikowych, a przede wszystkim słonecznych dni w Gruzji. Dokładnie w październiku zagościłam także w Abchazji. Jedynym plusem w obecnej sytuacji jest ciepło w mieszkaniu, którego nie uświadczyłam w domu mojej gruzińskiej rodziny.

 Cienkie ściany mają to do siebie, że latem szybko się nagrzewają i człowiek czuje się jak w piekarniku, natomiast jak przyjdzie obniżenie temperatury, długo trzymają chłód. Dodatkowym minusem większości gruzińskich mieszkań jest brak centralnego ogrzewania, o czym już kiedyś pisałam. 

Z lekkim rozrzewnieniem wspominam jednak Gruzję i chociaż nie wszystko było kolorowe, to ucieszyłam się widząc stronę polskiego towarzystwa, popularyzującą gruzińską kulturę. Zapraszam do lektury. Może akurat znajdziecie jakieś ciekawe wydarzenie.

środa, 7 sierpnia 2013

Lekturka

Książka Wojciecha Góreckiego to już trzecia i ostatnia część „tryptyku kaukaskiego”. Pierwsza z nich. „Planeta Kaukaz” traktowała o Kaukazie Północnym, druga, „Toast za przodków” przedstawiał 3 republiki Zakaukazia - Gruzję, Armenię i Azerbejdżan. 

Tym razem przyszła kolej na Abchazję, będącą łącznikiem między północą i południem tego regionu świata.

 Abchazja geograficznie i administracyjnie leży na Zakaukaziu, lecz kulturowo i językowo jest znacznie bliższa północnym sąsiadom. 

Górecki kreśli źródła konfliktu gruzińsko - abchaskiego, wplatając w to swoje osobiste notatki z okresu walk 1993 - 1994 roku. Pisze o początkach swojej fascynacji Kaukazem, kiedy to był świeżo upieczonym dziennikarzem. Jak sam twierdzi

Kaukaz wciąga, bo na małej powierzchni jest dużo wszystkiego. To dziesiątki narodów, języków, kultur i kultów (obok judaizmu, chrześcijaństwa w kilku obrządkach, islamu sunnickiego i szyickiego oraz buddyzmu, który wyznają Kałmucy). Można zgłębiać ten mikrokosmos latami – i życia nie starczy, żeby poznać go do końca. Równie nieokiełznany jest krajobraz. Góry z wiecznie ośnieżonymi pięciotysięcznikami oblewają dwa ciepłe morza, gaje palm i bambusów przechodzą po paruset kilometrach w stepy i półpustynie.(…) Ponieważ miejsca jest niewiele (a dodatkowo znaczną część powierzchni zajmują wysokie góry), relacje między narodami, klanami, wioskami, a nawet pojedynczymi ludźmi zawsze były tam gęste, intensywne, pełne napięcia – gorące albo lodowate, przyjacielskie albo wrogie i nienawistne. To świat skrajności, namiętnych emocji, górnego „ c”, świat bez półcieni i bez umiarkowanych temperatur . Świat nienawiści, sporów , konfliktów. i wojen, ale też wielkoduszności, szczodrości, serca na dłoni. Oraz straceńczej odwagi, ułańskiej fantazji i niedzisiejszej godności i dumy . Wreszcie mitów , które zastępują światopogląd, marzeń branych za rzeczywistość i historii, która dominuje nad współczesnością.
[Górecki Wojciech, Abchazja, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2013, s.38]


Może zabrzmi to banalnie, ale Kaukaz to region kontrastów. Z jednej strony wiele rzeczy może tam denerwować bądź zaskakiwać i pozytywnie i negatywnie. Z drugiej strony od tej mieszanki aż kręci się w głowie. 

Kaukaz uzależnia, a opowieść Góreckiego wciąga i inspiruje. To po „Toaście za przodków” wyjechałam do Gruzji na 9 miesięcy. Każdą ze wspomnianych lektur czyta się jednym tchem.

wtorek, 11 czerwca 2013

Adżika

Poniżej wrzucam linka do przepisu na adżikę. Adżika to ostra pasta, którą dodaje się do wielu potraw w Gruzji. Szczególnie potraw mięsnych. Megrelowie robią ponoć najostrzejszą, choć abchaska chyba jest jeszcze bardziej pierna.

http://czujczuj.blogspot.com/2013/03/adzika-przepis-pani-tatiany.html

czwartek, 6 czerwca 2013

Czy "Gruzja jest mężczyzną?"

Dzisiaj natknęłam się na artykuł w "Polityce" o niskim wskaźniku urodzeń dziewczynek w Gruzji. 

Pisałam już kiedyś o problemie aborcji w tym kraju. Jest ona i tania i powszechna. Teraz porównując dane ONZ sprzed 13 lat z obecnymi, widać, że liczba urodzeń dziewczynek znacznie spadła. 

Na 115 chłopców przypada 100 dziewczynek, a w 2000 roku był to stosunek 105 do 100. Chłopak w gruzińskim społeczeństwie jest bardziej uprzywilejowany, być może dlatego też gdy kobieta stoi przed tak trudną decyzją jaka jest aborcja, łatwiej jej usunąć żeński płód.

Katolikos Ilia II zaapelował do Parlamentu o wprowadzenie całkowitego zakazu aborcji "dla ratowania narodu".

 Zobaczymy jak dalej potoczy się sprawa. Tylko czy sam zakaz to załatwienie sprawy, gdy panuje wysokie bezrobocie, wypłaty są groszowe, a wiedza o antykoncepcji niewielka?

wtorek, 16 kwietnia 2013

A na obiad bakłażany 🍽

Witam wszystkich! 


Dawno tu nie zaglądałam. Świeży powiew wiosny zabrania mi siadać przed komputerem, a zima hamowała większe inicjatywy. Zanim powrócę do dawnego trybu pracy, proponuję sprawdzony przepis, który miałam okazję wypróbować w Polsce już kilkakrotnie. W Gruzji było to jedno z moich ulubionych dań.


Dodam, że obok chaczapuri czy khinkali (gruzińskich pierożków) bakłażany z orzechami to jedno z najpopularniejszych dań w tym kraju, zaś zmielone orzechy obok kindzi to najchętniej dodawana "przyprawa".

 

Bakłażany w sosie orzechowym

 

 

2 bakłażany tniemy w podłużne paski, nacieramy solą i odstawiamy na ok. 30 minut, żeby odsączyć wodę ze środka. Następnie smażymy z dwóch stron na patelni aż do zarumienienia. Nadmiar tłuszczu odsączamy na papierowych ręcznikach.


Farsz:


  • pół szklanki posiekanych orzechów włoskich lub laskowych
  • zielenina- pietruszka, koperek, liście kolendry, o ile jest dostępna
  • ziarna kolendry
  • sól, pieprz do smaku
  • ostra papryczka jalapeno lub chili
  • 4 ząbki czosnku
  • ocet winny - 2-3 łyżki

Składniki miksujemy, następnie do masy dodajemy ocet winny i mieszamy. Farsz kładziemy na bakłażany, a następnie zawijamy je.


Smacznego! 


bakłażany przystrojone zieleniną i smażoną cebulką. Wersja mojej gosposi- Twarisy

czwartek, 28 marca 2013

Wieczór Podróżnika

26.03.2013, czyli we wtorek miałam przyjemność wystąpić z prezentacją o Gruzji w toruńskim klubie Od Nowa. Dziękuję wszystkim za liczne przybycie. 

Mam nadzieję, że moje gruzińskie doświadczenia okażą się dla kogoś z państwa pomocne.



Zdjęcia: Michał Kołosowski, OD NOWA

niedziela, 10 lutego 2013

Najsłynniejszy Gruzin

Gdyby zapytać przeciętnego Polaka o najsłynniejszego Gruzina, bez wahania odpowie: Stalin. 

O przyczynę nie trzeba pytać, gdyż mało kto odcisnął tak negatywne piętno we współczesnej historii. Jednak w 1949 roku w Polsce oficjalnie obowiązywała wersja następująca i inaczej pisać o "wielkim wodzu Rewolucji" nie było można.


Miliony ludzi Związku Rad i krajów idących drogą socjalizmu tworzą świat nowy, niosąc w sercach i na ustach imię STALIN.
Ludowa armia chińska wypędza ze swego kraju przemoc obcą i niewolę pieniądza. Kroczy naprzód z imieniem STALIN.
W Wietnamie, Burmie, na wyspach Malajskich bojownicy wolności, niepodległości i
sprawiedliwości walczą przeciw kolonizatorom wołając: STALIN!
Górnicy francuscy trwają w strajkach i wyciągają dłonie na wschód z okrzykiem: STALIN!
Chłopi włoscy zajmują obszarnicze nieużytki i odpędzani gwałtem, wołają: STALIN!
Poeta, wypędzony ze swej ojczyzny za umiłowanie wolności i sprawiedliwości społecznej, piękny poeta chilijski pisze poemat o STALINIE.
Zmiażdżona okrutnie Warszawa dźwiga swe okrwawione cegły tym szybciej z imieniem STALINA.
Wszędzie na świecie, gdzie sięga przemoc pieniądza, bagnet żołdaka i pałka policjanta, ludzie walczą i będą zwyciężali z imieniem STALINA.
Setki milionów ludzi wołają: STALIN! STALIN! STALIN!
(fragment- Broniewski W., Słowo o Stalinie)


Cóż, powyższy patos, który owiewał wszystkie domniemane czyny Stalina, dobrze oddają słowa Leopolda Tyrmanda.

Każde dzieło z dziedziny pszczelarstwa miało więcej Stalina w tekście niż pszczół. Każda rozprawa o wojnach punickich musiała wykazać w niej udział Stalina.


Bohatera dzisiejszego wpisu nie trzeba więc nikomu specjalnie przedstawiać. Zatem krótko -  Iosif Dżugaszwili urodził się w gruzińskim mieście, Gori. Jak podaje historyk Paweł Wieczorkiewicz, 18 grudnia 1878 r., zaś według Jurija Boriewa, był to 21.12. Według dawnych perskich wierzeń dzieci urodzone tego dnia uważano za wcielone zło, które należy...zniszczyć. Czyżby tkwiło w tym ziarnko prawdy?

     Niewyjaśniona pozostaje kwestia ojcostwa Iosifa. Formalnie był on synem Besa (Wissariona) Dżugaszwili, wiecznie zapijaczonego szewca. Lecz według jednej z wersji, o której miałam okazję przeczytać jeszcze w liceum, jego matka mogła mieć romans ze swoim pracodawcą, księciem Egnataszwili. Inna wersja mówi, o tym, że ojcem przyszłego dyktatora mógł być Nikołaj Przewalski, generał w carskiej armii, podróżnik i odkrywca, z pochodzenia Polak. Zwolennicy tej ostatniej hipotezy za fakty świadczące o jej słuszności, podawali wizytę Przewalskiego w Gori rok przed narodzinami Stalina, uderzające podobieństwo obu panów i to, że Przewalski rzeczywiście miał nieślubnego syna, któremu jakoby pomagał finansowo. Tyle słowem wstępu. Wymieńmy teraz kilka jego "sukcesów"...

  • Wielki Głód na Ukrainie ( Hołodomor), który pochłonął  3,5 mln ofiar.

  • Wyrachowana polityka względem Polski

  • Wyniszczanie i przesiedlenie całych narodów. - (Nawet Gruzinom się dostało - 80 tysięcy wymordowanych, 400 tys. deportowanych, setki tysięcy więzionych).

  • Obozy pracy przymusowej


Za co Stalina lubią Gruzini?



- Za to, że był Gruzinem, za to, że był wielki, za to, że rządził ZSRR...

Takie mniej więcej słowa padają z ust jednego z bohaterów reportażu, nakręconego przez polską telewizję w 2000 roku. Inni w zasadzie tylko te słowa powielają. 

Zainteresowanych odsyłam do linku poniżej:

 Jeden dzień z życia taksówkarza w mieście Stalina

Czasami odnoszę wrażenie, ze Gruzini lubią polityków z bardzo prozaicznych powodów. Np. dlatego, że odwiedzili Gruzję.
Jeden znajomy z USA opowiadał mi, że pewnego razu podszedł do niego Gruzin i pyta:
- Afrika?
- No, America.
- Aaa, Bush!- i kciuk w górze- Obama!- to samo...
Nie chodziło bynajmniej tylko o skojarzenia. Gruzin przyznał, że lubi Busha  z wyżej wymienionego powodu.  


     O wyjątkowym kulcie Stalina, w 1999 roku Wojciech Górecki nakręcił film, "Boskość Stalina w świetle najnowszych badań". Od tego czasu wiele się zmieniło. Choć Gruzja do dzisiaj boryka się z wieloma problemami, można powiedzieć,jest innym krajem. Bezpieczniejszym, bardziej stabilnym, bogatszym. Kult Stalina też bywa poddawany krytyce. Jednak problem wymaga pogłębionych badań. Młode pokolenie, jeśli w ogóle jest zainteresowane postacią Stalina, być może stać na głębszą refleksję, starsze... jak wykazały badania jest raczej przychylne jego mitowi, co powtórzył wspomniany publicysta w swojej niedawnej książce, "Toast za przodków".


W 2010 roku po raz pierwszy odwiedziłam muzeum Stalina. Mieści się ono w okazałym budynku, przywodzącym na myśl prędzej klasztor niż miejsce, którym jest. 


Na ścianach widnieją zdjęcia "Sosa", słynny fotomontaż, na którym siedzi z Leninem, prowadząc dysputę, jego towarzysze z okresu walk rewolucyjnych 1905 roku, propagandowe obrazy, makieta nielegalnej drukarni, w której pracował. Dalej pośmiertna maska, zdjęcie z pogrzebu i uderzający cytat widniejący nieopodal, wypowiedziany przez niejakiego popa Aleksieja, " Gdy Stalin umarł, wszyscy płakaliśmy."(z pamięci)
Wystawa przypominała skansen. Nie zmieniano jej od 1979 roku. Niektóre napisy pod fotografiami wyraźnie się odklejają. Wszędzie unosi się zapach kurzu. Mimo to ulgowy bilet kosztuje aż 5 lari.


Ponoć dwa tygodnie przed moim przyjazdem do Gori usunięto z głównego placu pomnik dyktatora. Za to przed i w muzeum możemy znaleźć po jednym na pociechę :). Dla tych, którym mało, dodam, że główna ulica Gori dalej nosi jego imię.


Wino "Stalin" w jednym ze sklepów winiarskich w Tbilisi. Fot. J. Minkiewicz
Krużganki muzeum Stalina. Fot. J. Minkiewicz.
Stalin i towarzysze. Muzeum Stalina w Gori. Fot.J. Minkiewicz
"Wujaszek" we własnej osobie
Słynny fotomontaż, fot. J. Minkiewicz

Fot. J.M.
Fot. J.M.
"gabinet" Stalina.  Teraz poświęcono mu oddzielną salę. Fot. J.M.
Wnętrze domu,w którym mieszkał mały Stalin wraz ze swoją matką. Fot.J.M.
Fot. J.M.
Salon w wagonie podróżnym Stalina. Fot. J. M.
Fot. J.M.

Dwa lata później, w czerwcu 2012 r. powróciłam w to samo miejsce. Ku mojemu zaskoczeniu przy schodach prowadzących do głównej sali z ekspozycją, umieszczono dużą tablicę informującą, że muzeum jest wybitnym przykładem sowieckiej propagandy. 

Z kolei w salce na parterze urządzono miniwystawę przedstawiającą okrucieństwo ówczesnego systemu...sprawiedliwości. Ulica Stalina dalej ma się dobrze.


Dach wiaty wzniesionej nad domem Stalina

Nowa informacja przy wejściu na schody muzeum.
Młody Dżugaszwili

       21.12.2012, czyli półtora miesiąca temu, w miejscowości Zemo Alvani przywrócono pomnik słynnego Gruzina.



Dokładnie ten sam monument został usunięty rok wcześniej przez lokalne władze. Dobrze, że premier Ivanishvili próbuje nawiązać pozytywne stosunki z Rosją. W tym regionie to ważne, cokolwiek nie mówiliby krytycy. Jednak dyskredytowanie wszystkiego, co robił poprzednik, do najlepszych posunięć nie należy. Być może chodzi jednak o coś więcej? Może zasada brzmi, "Skoro poprzedni reżim postępował w określony sposób, nowa władza musi posŧąpić odwrotnie."- "Skoro Saakaszwili prowadził destalinizację, ja przywrócę Gruzji Stalina."


A mieszkańcy? Wydaje mi się, że brak stabilnej sytuacji bytowej sprawia, że ludzie gloryfikują stare czasy. W końcu w latach 60 - 80 - tych Gruzinom żyło się nie najgorzej. Kwitł handel, przemysł herbaciany, winiarski, eksportowano owoce do całego ZSRR, pozwalano na małe przekręty, przymykano oko na drobną przedsiębiorczość.

 Jak pisze Górecki:

"Gruzini są przekonani, że ucierpieli od komunistów tyle samo, co inne narody ZSRR. Ale poza falami
represji z lat dwudziestych, trzydziestych i początku pięćdziesiątych, żyło się im dużo znośniej.             W latach sześćdziesiątych zaczęli się bogacić. Zawsze kochali szeroki gest, teraz powoli było ich stad na samochody, domy, wystawne przyjęcia. Obraz gruzińskiego bon vivanta, miłośnika złota i futer, 
nieliczącego się z groszem bywalca moskiewskich restauracji utrwaliło sowieckie kino. Szokowali,
imponowali, budzili zawiść."

A  jak opowiada Helena Amiradżibi- Stawińska

Półprywatyzacja (..) zaczęła się, gdy dobrze usadowieni w państwowych fabrykach dyrektorzy wpadli na pomysł, by te fabryki nieco zmodernizowad i rozbudowad, nie czekając na państwową dotację. Kupowali zagraniczne maszyny za swoje „prywatne", czyli ukradzione państwu kapitały. Oficjalnie fabryka nadal produkowała tyle bubli albo półbubli, co dotąd, natomiast drugie tyle albo więcej już „prywatnego" towaru sprzedawano w państwowych sklepach, posługując się tą samą państwową fakturą. I wszystkim było to na rękę. Przewodniczący kołchozów stawali się absolutnymi panami, pod warunkiem, że nie próbowali wyrastać ponad to swoje poletko.


Choć Stalin był od dawna martwy, ludzie uosabiali go z całym komunizmem, wrzucając wszystko do jednego worka (W końcu dwukrotnie przeciwstawiali się usunięciu pomnika w Gori). A to, że był Gruzinem i "trzymał za mordę" tak wielki kraj tylko dodawało mu glorii kaukaskiego gieroja.

Nie miał bogatych rodziców, wpływowych krewnych, możnych protektorów, ale wypowiedział wojnę całemu światu: przyjechał do Tbilisi, przyjechał do Petersburga i pokonał wszystkich, i został panem połowy planety!
 ( Kote Macharadze, 1926-2002, gruziński aktor)


Destabilizacja lat 90-tych, której konsekwencje odczuwalne są jeszcze dzisiaj z pewnością przyczynia się do pozytywnego oceniania tego wątpliwego bohatera. Lecz czy takie żonglowanie wizerunkiem dyktatora nie odbije się komuś czkawką?

środa, 6 lutego 2013

Ochrona środowiska w wydaniu gruzińskim


Nikogo poza nami zdaje się nie bulwersować zaśmiecone jezioro czy kolejne mijane doliny i wąwozy „ukraszone” zwałką. To jest już przecież „poza”. Poza wsią. Poza domem. Nie stanowi również problemu wyrzucanie przez okno papierka po batonie.[...] Dagestańczycy zdają się też nie widzieć morza w uwielbianych przez wszystkich miejscach piknikowych, gdzie delektując się szaszłykami i panoramą, potykają się o plastykowe butelki i skórki po arbuzach. Ekologia to, obok demokracji, kolejne słowo, które pozostało na kaukaskim gruncie tylko słowem.
(Falkowski M., Kaliszewska I., Matrioszka w hidżabie, Warszawa 2010)


Mocne to słowa, lecz coś w tym jest. Gruzja wprawdzie leży po południowej stronie Kaukazu, lecz i ona boryka się z podobnymi problemami. 

Lekceważący stosunek do czystości na ulicach, zanieczyszczone rzeki, walające się sterty śmieci, zwłaszcza worków foliowych, (bo w sklepach dają bez limitów) to gruzińska codzienność.

 Tbilisi, a zwłaszcza Batumi jako miejsca bardziej reprezentatywne nie będą tu najlepszym przykładem na poparcie mojej tezy. Choć i tam słabych punktów nie brakuje. Wystarczy jednak ruszyć choćby na przedmieścia, by zdać sobie sprawę ze skali zjawiska.


W ostatnich miesiącach mojego pobytu w Gruzji rozpoczęłam cykl warsztatów poświęconych m.in. ochronie środowiska. Starsze generacje zdają się nie dostrzegać zanieczyszczeń. A przynajmniej nie jest to dla nich istotne. Młodzież zapytana o to, czy zauważa w swoim mieście problemy o podłożu ekologicznym wymienia brudne ulice, brak odpowiedniej ilości śmietników, wyrąb drzew, a także gnijące odpady w miejskich rzekach. 

Byłam pozytywnie zaskoczona aktywnością młodzieży na zajęciach, lecz nie łudzę się co do ich zmiany. Warto jednak było spróbować, gdyż każda z lekcji kończyła się napisaniem petycji do lokalnych władz, w którym grupa umieszczała opracowane przez siebie cele. Przy okazji ja dowiedziałam się, że segregowanie odpadów w Gruzji nie ma większego sensu, gdyż kraj nie ma ani jednej spalarni śmieci i nikt nie będzie zawracał sobie głowy utylizacją. Z drugiej strony Gruzja się jeszcze rozwija, a świadomość ekologiczną można starać się zaszczepić.


Ciekawe było to, że dzieciaki z Senaki zauważyły, że największy problem tkwi w mentalności i w petycji napisały, że żądają większej ilości śmietników (w końcu lepiej, gdy odpady trafiają w jedno miejsce niż w 10) oraz...solennych kar dla śmiecących. (Ciekawe czy dalej tryskaliby takim entuzjazmem, gdyby ich rodziny musiały płacić kilka mandatów w miesiącu.... Chociaż restrykcje zmuszają niektórych do pokory).




Plaża w Poti - To jeden z obrazów, którymi bombardowałam młodzież. 



Początkowo pokazywałam fotografie z pięknych miejsc, chwaliłam widoki (cóż, Gruzini są bardzo dumni, więc nie chciałam ich zrażać.), by następnie pokazać drugie oblicze Gruzji. Reakcje z reguły były jednogłośne- Ale brud! Niektórzy pytali, czy to na pewno u nich...



Jak mieszkańcy Zugdidi radzą sobie odpadami?



- Organiczne często dają krowom. Jak nie mają, tak jak moja rodzinka, dają sąsiadowi. Nieorganiczne.... Trzy razy w Zugdidi widziałam śmieciarkę. Gdzie jedzie? Nie mam pojęcia. 

Śmietniki stoją głównie w centrum. Dalej, idąc w stronę bazaru, jest już znacznie gorzej, by w końcu ujrzeć nieliczne kartony wystawiane przed sklepami. Co potem? 

Obawiam się, że ich zawartość trafia do miejskiej rzeki, która latem cuchnie rozkładem. Jednak kobietom handlującym na moście zapach chyba już dawno przestał przeszkadzać.
Jak można się jeszcze tego pozbyć? 

Można to spalić. Do pećki trafia wszystko, co nie ucieka. Z plastykami i workami włącznie.


Rzeka śmieci w Senaki


Źródło: www.zszywka.pl

A to, co można zrobić m.in. ze śmieci. Akurat wpisujące się w gruzińską modę. Spodnie z dziurami ukazującymi całe kolana były hitem sezonu.


środa, 16 stycznia 2013

Gruzińscy geje agentami

Wspominałam już kiedyś na swoim blogu o pierwszej w Gruzji  "Paradzie Równości", która odbyła się w kwietniu 2012. Jak można było przewidzieć, została ona rozpędzona i ostro skrytykowana przez Cerkiew. Bycie osobą innej orientacji w Gruzji łatwe nie jest. 

     Okazuje się, że władze dopuściły się kolejnego aktu łamania praw człowieka. Ostatnim razem chodziło o torturowanie więźniów w jednym z tbiliskich więzień. Teraz wyszło na jaw, że były szef żandarmerii wojskowej, Megis Kardawa wraz z ludźmi związanymi z poprzednim "reżimem", zmuszał do współpracy z gruzińskim wywiadem osoby homoseksualne. 

Najpierw gromadzono informacje na ich temat, następnie pod groźbą ujawnienia ich orientacji, kazano spotykać się z wysokimi urzędnikami podejrzewanymi o takie same skłonności. Spotkania, na których dochodziło również do intymnych kontaktów, rejestrowano, szantażując później wplątanych w nie urzędników. Trzech żandarmów, którym postawiono zarzuty w związku z tą sprawą, zostało wypuszczonych za kaucją.

poniedziałek, 14 stycznia 2013

Śladami Gruzji

Wiadomość, którą tu zamierzam podać nie dotyczy właściwie Gruzji, ale jest z nią w pewien sposób związana. Dzisiaj wyczytałam, że od 10.01.2013 r. nie obowiązują już wizy wjazdowe do Armenii dla obywateli UE. Wcześniej był to koszt 6 euro lub po zawyżonej nieco cenie- 15 lari, jeśli ktoś wybierał się tam z gruzińską walutą. Na terenie kraju można będzie pozostać 180 dni. Później trzeba postarać się już o wizę. Jeśli ktoś jeszcze nie wie- W Gruzji od kilku lat nie obowiązują wizy, więc Armenia będzie drugim krajem na Zakaukaziu. Niestety wjazd do Azerbejdżanu to wydatek 60 dolarów i nie sądzę by w tej kwestii wiele miało się zmienić.

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Szczerbata Gruzja

Wczoraj wpadł mi do ręki stary numer gazety "Forum". A w nim? Gruzja, a dokładniej tłumaczenie notki z gazety "Georgia Times", o tym jak to Saakaszwili próbował wprowadzić reformy dentystyczno-protetyczne. Jako hojny i odpowiedzialny polityk, tuż przed wyborami parlamentarnymi obiecał zrefundować najbiedniejszym obywatelom protezy. Akcja nosiła nazwę "Uśmiechnięta Gruzja". W wielu wsiach i niektórych miastach zjawili się specjaliści, którzy wzięli się dziarsko do roboty. Jednej kobiecie wyrwano aż 15 zepsutych zębów i kazano przyjść na następną wizytę 4.10, czyli tuż po wyborach. Niestety partia prezydencka przegrała, specjaliści wyjechali, a szczerbaci Gruzini, próbujący dochodzić swoich praw, usłyszeli, że skoro wybrali opozycję nic się już im nie należy....

środa, 28 listopada 2012

Coraz bliżej końca

Dokładnie za tydzień o tej porze będę odliczać godziny, które pozostały mi do powrotu do Polski. Nie znaczy to jednak, że zrezygnuję całkiem z prowadzenia bloga. W Gruzji ciągle coś się dzieje, a ja mam jeszcze pełno wspomnień, które z pewnością będą domagać się opisania. Gdybym teraz miała odpowiedzieć na pytanie, jakie mam skojarzenia z tym krajem, byłyby to:

1. "Tashi bicho" (nowa wersja tzw. Rachuli) - co po polsku znaczy "Klaszcz chłopaku". To kawałek, który zdecydowanie będzie kojarzył mi się z Gruzją. Jest on tak popularny, że mój chłopak, który przyjechał tu na miesiąc, nazwał go hymnem Gruzji :).

2.  Ra ginda? - Uniwersalny zwrot wyrażający zniecierpliwienie w stosunku do natręta, beznamiętne pytanie nauczyciela skierowane do ucznia, (czasem) życzliwe - pani w sklepie do kupującego czy czułe - chłopaka do dziewczyny. Niektórzy obcokrajowcy nie znając niuansów języka gruzińskiego, bywają urażeni takim bezpośrednim sformułowaniem, gdyż w dosłownym przekładzie oznacza ono "Co chcesz?", "Czego?"

3. Gruzińskie litery- Gruziński alfabet jest jednym z 14 na świecie. Drugi taki poza Gruzją nie istnieje. Ktoś kiedyś porównał jego litery do makaronu rzuconego na podłogę. Coś w tym jest :)

4. Gościnność - Wzrost popularności Gruzji na rynku turystycznym nie wpływa najlepiej na tradycyjną gruzińską gościnność. Jest to jednak zrozumiałe, zwłaszcza przy tak niskich zarobkach. Dalej jednak gościnność należy do dobrego tonu. Cudzoziemcy nie są tutaj już taką rzadkością jak np. 10 lat temu, lecz ciągle mogą liczyć na dobrą wolę mieszkańców. Mówimy dużo o polskiej gościnności. Moim zdaniem jest ona bardziej stereotypem niż normą. Polacy bywają mili i otwarci dla znajomych, lecz sądzę, że rzadko który, jeśli nie jest np. członkiem Couchsurfingu, zaprosi do domu nieznajomego, nakarmi go i pościeli mu łóżko. Takich sytuacji w Gruzji miałam kilka. Raz o mały włos, a zorganizowano by nam nawet ślub z  weselem...Ale to już historia na oddzielny wpis :).

5. Sensualny wymiar wiary - Krzyże, wszechobecne dewocjonalia, wspominanie Boga w toastach, w rozmowie, żegnanie się na widok cerkwi, (widok dziesiątki ludzi w marszrutce wykonujących kilkakrotnie podczas drogi potrójny znak krzyża może wyglądać osobliwie), a także przesądność mieszkańców, szczególnie małych miast i wsi nie robi już na mnie wrażenia. Tutaj dyskusja na temat krzyża smoleńskiego nie miałaby miejsca. Jeden krzyż więcej to nie problem. Święte obrazki powtykane w tablicę do czytania rentgena, czy cały regał podobnych wizerunków u dentysty to rzeczywistość, z którą stykam się na co dzień.

6. Skomplikowane relacje damsko-męskie, uwikłane w konwenanse, warunkowane patriarchalną tradycją i  czasem szkodliwymi stereotypami. Sytuacja powoli się zmienia, lecz dalej powszechne jest mniemanie, że małżonkowie najlepiej poznają się po ślubie. Z drugiej strony mimo braku oficjalnych statystyk mówi się o olbrzymiej ilości rozwodów, będących najczęściej efektem minionego, młodzieńczego zauroczenia.

7. Rodzina, z którą mieszkam - mam nadzieję pozostać z nią w kontakcie. Od 5 miesięcy czuję, że znalazłam wreszcie swoje miejsce.

8. Autostop - Gruzja to prawdziwy raj dla autostopowiczów. Na to by ktoś się zatrzymał, nie trzeba czekać długo. Kraj wielki nie jest, więc jednego dnia bez przeszkód mogę być nad morzem, drugiego pod azerską granicą.

9. Taksówkarze - W przeciwieństwie do przeciętnych Gruzinów, taksówkarze do najmilszych raczej nie należą. Większość z nich to bezlitośni naciągacze, którzy często nie mają jak wydać, nie stosują jasnych zasad co do opłat, będą na siłę  nagabywać, byście za jedyne 25 lari pojechali do miasteczka oddalonego 10 km, mimo że pod nosem stoi marszrutka, za którą zapłacicie 1 lari. Pewnego razu znajome z Polski chciały pojechać z Tbilisi do Gori. Wysiadły na odpowiedniej stacji i już kierowały się w stronę kasy, by kupić bilety, gdy zostały obstąpione przez 20 taksówkarzy. Widząc plecaki dziewczyn, przygotowali się na łatwy zarobek. Żaden z nich nie pozwolił im wyjść poza krąg. Krzyczeli tylko, że zawiozą do Gori za 20 lari każda. Nie pomagały żadne tłumaczenia. Taksówkarze byli nieugięci. W końcu ktoś z zewnątrz pomógł im się wydostać. Poza takimi incydentami warto jednak pytać taksówkarzy o drogę. Mimo, że nie jest to zgodne z ich interesem, zawsze odpowiedzą.
   Co więcej...ostatnio zaprzyjaźniłam się z jednym taksówkarzem, który bardzo lubi cudzoziemców i nie chce słyszeć o żadnej zapłacie za kurs ani ode mnie ani od moich znajomych.... Gruzja to kraj skrajności :).

10. Widoki, zabytki- zdjęcia na blogu mówią chyba same za siebie :). 

11.  Wino,czacza, piwo (Natakhtari i Kazbegi - moje ulubione). Nie wszystko jednak złoto co się świeci, więc nie każdy alkohol jest dobry. Nie wszyscy Gruzini potrafią robić wino i strzeżcie się produktów marki "Gomi"- wódka, koniak. Poza tym...próbujcie, bo tu okazji jest niemało.

12. Spanie na plaży w Batumi... cóż...ciepło było, więc plaża, choć strasznie kamienista w doborowym towarzystwie też może stać się godną sypialnią. A jak to śpiewały Filipinki, a potem niejaka Natalia Lesz- "Batumi, ech Batumi, herbaciane pola Batumiiii :)" 

Herbacianych pól nie zaobserwowałam, za to lans - bans jest. Batumi różni się zdecydowanie od reszty gruzińskich miast. Łączy w sobie nowoczesność, europejską secesję i turecki charakter. Nic dziwnego- w końcu to stolica do niedawna autonomicznej republiki- Adżarii.

13. Jedzenie - khaczapuri, nieodłączna sałatka z ogórków i pomidorów, ser sulguni, bakłażany w sosie orzechowym czy khinkali - wszystko to smaczne, lecz z czasem brakuje różnorodności. Do łask więc wróciły choćby placki ziemniaczane, które ku mojemu zdziwieniu zostały dobrze przyjęte przez gruzińska rodzinkę. Gruzini nie są zbyt otwarci pod względem kulinarnym. Nie zawsze próbują innych potraw niż gruzińskie, mimo to są zdania, że lepsze nie istnieją :).

     Z drugiej strony, dzięki temu, gdy chciałam być użyteczna, sama upichciłam kilka gruzińskich potraw. Było to czasem również spowodowane brakiem produktów, które w Polsce dostałabym bez problemu, a tutaj są nieznane, bądź niedoceniane.

14. Krowy!!!- Będzie mi brakowało czegoś na drodze...

15. Szalony ruch uliczny - Przyzwyczaiłam się już do tego, że samochody pędza tu jak szalone, choć ludzie często się spóźniają :) ( ja też, dlatego specjalnie mi to nie przeszkadza :)). Ponadto kierowcy praktycznie nigdy się nie zatrzymują, tylko zwalniają i omijają przechodzącego jak pionka. Dlatego lepiej przestać walczyć- to i tak nie ma sensu i postarać się dostosować. (Np. przejść kawałek, poczekać, aż ominie nas jeden samochód, stanąć na środku ulicy, poczekać aż przejedzie drugi i ruszyć dalej, sprawdzając, czy trzeci samochód jest w stanie nas ominąć, czy powinniśmy troszkę podbiec :)).

16. Tańce - Z pewnością każdy naród może poszczycić się swoim folklorem, a w nim m.in. tańcami. Jednak w Gruzji taniec jest wciąż elementem żywej tradycji. W każdej szkole działa sekcja taneczna. W Zugdidi ponadto można chodzić na lekcje do domu młodzieży, zwanego jeszcze przez niektórych "Domem Pioniera" :). Na zajęcia uczęszcza spora grupa dzieciaków. Uczą się bardzo chętnie. Cena za 12 lekcji w miesiącu to jedyne 20 lari. Jest to najlepsza opcja, gdyż prywatnie ceny mogą dochodzić nawet do 100 lari.

Tutaj możecie obejrzeć  taniec z rejonu Adżaria, "Adżaruli"






 A tu wrzucam kilka sentymentalnych fotek. Jeśli coś pominęłam, znajdziecie to poniżej :)

Zugdidi

Głos Abchazji....

Przyroda Borjomi

Zabytki...

Most zwycięstwa w Tbilisi, podpaską lub Alwaysem zwany

Stepowy krajobraz i gorąco nie do zniesienia w drodze do Davit Gareji

Lagodekhi, ludowe klimaty- spuścizna po socjalizmie. Bardzo urocza nawet...

Pod samą granicą z Azerbejdżanem

Kazbegi - jedno z moich ulubionych piw.

Pieskie życie psa, Zugdidi

Stacja metra w Tbilisi

Odnawiana katedra Bagrati w Kutaisi, należąca do światowego dziedzictwa UNESCO

Rzeka w Kutaisi

Zamki.... Ten akurat ("Rabat" w Achalciche) został zepsuty. Zamiast go odnowić, zrobiono z niego Disneyland.

wtorek, 27 listopada 2012

Picie po gruzińsku - czyli krótkie dywagacje z przymrużeniem oka...


Wiele już napisano na temat gruzińskich toastów. Są one źródłem niekończących się zachwytów nad tutejszym sposobem picia.


 Z pierwszym tego typu opisem zetknęłam się czytając ładnych parę lat temu książkę Kapuścińskiego, „Kirgiz schodzi z konia”. Zresztą rozdział dotyczący Gruzji został zamieszczony w innej jego książce - „Imperium”. Nie ukrywam, że był on jednym z pierwszych autorów, którzy zainteresowali mnie tym krajem. Jego opowieść o Gruzji zaczyna się słowami:

Wszystko tu stwarza wrażenie przybicia do przystani, dotarcia pod dach. Wszystko - klimat, krajobraz i obyczaje - namawia, żeby przysiąść w cieniu, łyknąć wina, odetchnąć i pomyśleć: fajnie tu.

(Moje osobiste doświadczenia czasami kłócą się z tym wyidealizowanym obrazem, czego dowodzi niniejszy blog.)

 Co Kapuściński sądził o Gruzinach i ich podejściu do picia?

Kto trafił do Gruzji, musi spłacić daninę tutejszym obyczajom. Kto tu trafi, będzie wprowadzony w rytuał biesiady, która dla Gruzina jest smakiem życia. Gruzin ucztuje przy każdej okazji. Jego pociąg do biesiady nie wynika z próżniactwa czy beztroski. Mało widziałem narodów równie pracowitych jak oni. (...)Biesiada nie ma nic wspólnego z wyżera, z ochlajem, z bibą. Tu się nie przychodzi, żeby mieć przerwę w życiorysie, żeby się ugotować. Gruzin gardzi pijaństwem, nie znosi picia na ilość. Stół jest tylko pretekstem, smakowitym i winem zakrapianym, ale właśnie pretekstem. Okazją, żeby uczcić życie. To, co się dzieje za stołem, Gruzin śledzi z uwagą. To są dla niego ważne sprawy. Jest tu obecny myślami - on uczestniczy. Każdy, kto siedzi za stołem, ma swoją rolę, jest na równi z innymi kapłanem ceremonii. Tę rolę trzeba odegrać najlepiej, ponieważ każda wpadka jest kompromitacją. (...)Bo Gruzini wiedzą, że kultura stołu, obrządek stołu, w Europie zarzucone i zapomniane, że biesiada została odarta ze swoich treści, a toast zredukowany do monosylab (no to cyk!) albo do grafomanii (chluśniem, bo uśniem!). Bardzo to są niesmaczne dla Gruzina zwyczaje.


     Rzeczywiście nasze „No to wypijmy”, albo „Chluśniem, bo uśniem” może wydawać się nudne i mało oryginalne. Lecz moim subiektywnym zdaniem przeciętny gruziński toast niczym specjalnym się nie wyróżnia. Co więcej picie zawsze za to samo i właściwie w tej samej kolejności może po pewnym czasie również stać się nużące. Tradycyjne toasty są bardzo długie i powinny być popisem erudycji tamady- mistrza ceremonii. 

Najpierw pójdą toasty obowiązkowe: za Gruzję, za przodków, za rodzinę,(...) za Szotę Rustawelego, za Poranek Naszej Ojczyzny. A potem będzie seria toastów wzajemnych - jeden wznosi toast za drugiego. Toast mówi się kilka minut, można mówić pół godziny.(...)Toast musi być poetycki, bo życiu trzeba dodawać piękna. Dobrze jest powiedzieć o błękicie nieba, o zapachu róż, o srebrnych wodach strumienia. Dobrze jest przyrównać wielkość człowieka do wielkości góry Kazbek, a jego wolę i upór do jodły wczepionej korzeniami w szczeliny skalne.


W praktyce poza deklaracjami o wyjątkowości tychże formuł rzadko kto jest dobrym tamadą i erudycją potrafi się wykazać.

Co do prędkości upijania się...cóż...Gruzini nie uznają picia bez odpowiedniej zagryzki. Ser, sałatka z pomidorów i ogórków, czy zwykły chleb - cokolwiek, czym chata bogata będzie odpowiednim dopełnieniem „uczty”. Podczas swojego 9-miesięcznego pobytu w tym kraju chyba tylko raz słyszałam porządny, dłuższy toast. Reszta ograniczała się przeważnie do kilku mało wyszukanych zdań i uporczywego dolewania czaczy. Gdy padała prośba o to, by ten kieliszek był ostatnim, odpowiedzią było przytakiwanie, a potem ni stąd ni zowąd mój kieliszek cudownie napełniał się alkoholem. 

Gdy próbowałam się bronić i robić wyrzuty, że obiecano mi, ze to będzie już ostatni, padało słowo - wytrych:

 "Bóg":
  • „Przecież Bóg lubi Trójcę”. 
  • „Przecież nie odmówisz, za mnie nie wypijesz?”
.Wybieg z postem też nie zawsze pomagał:

- „Poszczę i nie mogę pić”.
- „To wspaniale, wypijmy za świętego X/ wypijmy za Boga!”. 
- „Mam chory żołądek/ wątrobę, etc. Lekarz mi zabronił”
- „Czacza jest dobra na wszystko” albo -”Ok, będziesz piła piwo”. 

Jedynym sposobem, by nie wypić zbyt wiele, było delikatne moczenie ust, bądź odstawienie kieliszka. Przez dłuższy czas dawałam się namawiać i wlałam w siebie hektolitry czaczy, koniaku i kwaśnego wina domowej roboty, które czasami podchodziło octem. (Niestety moi gospodarze nie należeli do najlepszych producentów tego trunku, choć muszę przyznać- niektórzy robią całkiem niezłe winko, które można kupić za 2,5 lari za litr). Gdy zorientowałam się, że spośród wszystkich kobiet ja piję najwięcej i mojemu kieliszkowi poświęca się zawsze najwięcej uwagi, zaczęłam się buntować.

 Gdy respektowanie kultury stołu obróciło się przeciwko mnie, a bycie asertywną nie pomogło, zaczęłam zagadywać wszystkich, opóźniając proces picia, moczyłam delikatnie usta, przetrzymując miarkę przez 2 - 3 toasty. Teraz gdy stałam się w pewnym stopniu częścią gruzińskiej rodziny, moje życzenia są wysłuchiwane z większą uwagą. - „Ilona, wypijesz?”  - „Ok, ale tylko jeden, bo za godzinę mam lekcję” - I rzeczywiście na jednym z reguły się kończy.

Polska wielu narodom kojarzy się z krajem płynącym alkoholem. Gruzini raczej takich skojarzeń nie mają. Wielu uważa, że lubi nasz kraj, choć mało kto potrafi powiedzieć za co. Niewielu ludzi orientuje się w polskiej kulturze. Starsza generacja bywała tu „za sajuza”, w armii, bądź w interesach. Gdy mówię im, że jestem z Polski, to pytają z jakiego miasta. 

Odpowiedź nie ma zbyt wielkiego sensu, bo znają właściwie tylko Warszawę, czasami kojarzą też Kraków. Czemu o tym piszę? Ano dlatego, że nie wszystkie nasze zwyczaje są od siebie tak różne, jak niektórym się wydaje. Czytając fragmenty książki J. Kitowicza m.in. o zwyczajach panujących przy pańskim stole w XVIII wieku w Polsce, widzę parodię stołu gruzińskiego. Pozwolę sobie zatem zacytować autora.


U niektórych panów lokaje, hajducy (…) mieli rozkaz raz na zawsze podczas uczty pilnować, kto nie wypił, aby mu dolano; na ten koniec służebni domowi jedni się porozsadzali z flaszami dokoła stołu, drudzy z tymi pod stół powłazili. Jeżeli nie wypijający kielicha swego, broniąc się od dolewki sąsiada, wyniósł go w górę albo za siebie uchylił, pachołek na to czatujący sprawnie mu go dolał; jeżeli skrył go pod stół, to samo zrobił mu siedzący pod stołem służka. I tak ów niedołężny pijak, który nie mógł duszkiem wygarnąć kielicha, kręcił się jak wąż tam i sam, w górę i na dół z kielichem, a wszędzie mu go dolewano, aż póki do dna trunku przybywającego nie wymęczył (…).


Wspominany wcześniej Kapuściński jest zdania, że porządek przy gruzińskim stole sprawia, że Zagłoba nie wytrzymałby w Gruzji jednego dnia. Hmmm...może był to typ niecierpliwy, ale znalazłby tu godnych kompanów.

W Polsce, w odróżnieniu od Gruzji, z kolei nigdy nie istniała kultura picia wina. Jednak właściwie mieliśmy coś, co jeszcze zachowało się w szczątkowej formie, a okres świetności przeżywało w latach 80-tych. 

Myślę, że jest to oryginał na skalę europejską, baa, światową nawet :). W Polsce kwitła kultura picia jaboli- tanich win owocowych. Ileż to piosenek powstało na temat tzw.„siarkofrutów”? Ile wierszy- niektóre z nich były znane tylko na poziomie jednostkowym, inne lokalnym, jeszcze inne zaś w kilku wariantach znane były konsumentom w całym kraju, co można skategoryzować już jako folklor słowny. Ciekawe jest to, że istniało ponad 2000 nazw win owocowych na polskim rynku. Nawet w wikipedii znalazło się hasło, opisujące ten „wytrawny trunek” :).


Tanie wina produkowane są przez wiele różnych wytwórni w całej Polsce, różnią się znacznie pod względem składu i smaku, jedynym w zasadzie wyróżnikiem win tego typu jest ich niska cena. Słowo "jabol" niemal nigdy nie pojawia się na etykietce, na której zazwyczaj jest napisane "wino owocowe aromatyzowane słodkie/półsłodkie" z odpowiednim przymiotnikiem.


Dawniej wino punków i młodzieży od zawodówek zaczynając, na ogólniaku kończąc, a także podstarzałych „żulików”, dzisiaj popijane rzadziej, było tematem takich utworów jak „Jabol punk”, „Jabolowe ofiary” KSU, „SO2” Zielonych Żabek, czy „Rzuć jakieś drobne na wino” Brudnych dzieci Sida. Motyw jabola pojawiał się też w filmach- choćby w scenie z „Seksmisji”, gdy główni bohaterowie podczas ucieczki znajdują stary kalosz,a w nim butelkę po „Winie” marki Ostrowin i stwierdzają „Nasi tu byli”. Sięgając po przykłady z życia, swego czasu, choćby na Woodstocku można było usłyszeć powtarzane jak mantra powiedzenieJa wohl, ja wohl, ich liebie Agropol”. Przykłady można mnożyć, a prawdziwą kopalnią wiedzy na ten temat jest ta strona.

Niniejszy wpis jest jedynie podsumowaniem moich przemyśleń i ma na celu zasygnalizować pewne różnice i podobieństwa, które zaobserwowałam, w dwóch bliskich mi kulturach. Nie wyczerpuje on natomiast tematu, który być może został już opisany w nieco innym kontekście.

Dla głodnych wiedzy:

Kapuściński R., Zaproszenie do Gruzji [w:] Kirgiz schodzi z konia, Warszawa 1968 ( wyd. I)
Kitowicz J., Opis obyczajów za panowania Augusta III, dostępne w wirtualnej bibliotece UG